20 lipca 2020

Dróżdż Stanisław (1939-2009) – Pojęciokształty


Artysta studiował, żył i tworzył we Wrocławiu.

Był członkiem ZPAP – był wyjątkowym artystą.
Otrzymał Nagrodę Specjalną
za najlepszą wystawę Roku 2009



Samotność, 1967


S. Dróżdż, Zapominanie, 1967








S. Dróżdż, Zapominanie, fot. Olga Jasnowska
Archiwum Fundacji Art Transparent


Dzieło przedstawia zapis słowa „zapominanie”, które w kolejnych wersach ulega stopniowej redukcji po jednej literze; kończy je kropka. Jest to pierwszy „pojęciokształt” Dróżdża. Wizualizuje proces zapominania przebiegający w czasie, a oparty jest na analogii z układem kartezjańskim w matematyce. Praca prezentowana była zarówno w postaci czarnych liter na białym tle, jak i białych na czarnym tle, w wielu wersjach: jako maszynopis na kartce papieru, odbitka fotograficzna, plansza wystawowa – tekst ręcznie pisany tuszem na brystolu, druk na podłożu papierowym i na folii oraz jako mural na zewnętrznej ścianie budynku.


Michał Głowala

fragment

Życie Stanisława było promienne; bił od niego blask. Nie da się pojąć siły tego blasku zapominając, że Stanisław niemal bez przerwy był doświadczany cierpieniami i bólem, których różnorodność, nasilenie, uporczywość i długotrwałość trudno byłoby nam choćby dokładniej sobie wyobrazić, a co dopiero dobrze przeżyć. Blask ten bowiem nie polegał wcale na tym, że doświadczeń takich udawało się uniknąć bądź o nich zapomnieć. Okazywał się on właśnie w doświadczeniach, jak blask szczerego złota, które przecież próbuje się w ogniu. (Stąd w Księdze Mądrości czytamy o sprawiedliwych: Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął jak całopalną ofiarę (Mdr 3,5-6)). Życie Stanisława potwierdza, że doświadczenie cierpienia i bólu, przy całej jego druzgocącej powadze, nie jest po prostu przeszkodą w dobrym życiu i w rozmaitych rozsądnych planach i zadaniach. Jest raczej samo wielkim życiowym zadaniem do podjęcia, i staje się częścią dobrego życia na tej ziemi, jeśli tylko zostanie podjęte i przeżyte w dobry sposób.

Ten promienny blask był uderzający już w najdrobniejszych szczegółach życia Stanisława. W jego dziecięcej radości z najmniejszych rzeczy: kamyczka, konwalii, czerwonego kubka, szklanego koguta, drobnej niespodzianki; nieczęsto się zdarza, by ktoś przechował tak świeży dziecięcy zachwyt. W jego żartach i psikusach, improwizowanych wierszykach i piosenkach, osobliwych terminach wymyślanych na określenie codziennie używanych sprzętów; miał w tym wyjątkową inwencję. W jego staranności o każdy szczegół rzeczy, które miały być piękne i dobrze działać, poczynając od układu wazoników na półce, aż po aranżację jego wystaw. W jego miłości i czci dla rodziców – aż do końca do mamy, która go przeżyła – i cudownych wspomnieniach z dzieciństwa. W jego stałej dbałości o najmniejsze nawet oznaki przyjaźni i troskliwej pamięci (zwłaszcza wobec tych, którzy się źle mają), poczynając od sygnałów wielokrotnie wysyłanych i odbieranych telefonem komórkowym. W jego anielskiej cierpliwości, niezłomności, wielkoduszności i męstwie.

***

Ostatecznym źródłem takiego blasku, siły, która pozwala dobrze podjąć doświadczenie cierpienia i bólu, jest Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, Jego męka, śmierć i chwalebne zmartwychwstanie. Jak powiada papież Jan Paweł II w liście o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia: „słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa” (Salvifici doloris, 23). O cierpiących zaś, którzy łączą swe cierpienia z Męką Pańską, papież powiada: „Uczestnicy cierpień Chrystusa przechowują w swoich własnych cierpieniach najszczególniejszą cząstkę nieskończonego skarbu Odkupienia świata i tym skarbem mogą dzielić się z innymi” (tamże, 27). Cierpienia ich bowiem ujawniają chlubę krzyża, czyli ową „chwałę, która zawiera się w samym cierpieniu Chrystusa, i która wielokrotnie odzwierciedliła się i odzwierciedla w cierpieniu człowieka” (tamże, 22). Dlatego właśnie Stanisław, jako katolik, wierzył całej nauce Kościoła, spędzał długie godziny na codziennej modlitwie, uczestniczył we Mszy Świętej, spowiadał się, przyjmował Eucharystię i adorował Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie. Z tego właśnie źródła świadomie czerpał siły do codziennych zmagań, do podejmowania ciągle na nowo swego wielkiego zadania; dzięki tym siłom mogliśmy nieustannie zaznawać, że powyższe słowa o cierpieniu nie są tylko słowami. [...]


strona artysty

oprac.©kkuzborska