Artysta studiował, żył i tworzył we Wrocławiu.
Był członkiem ZPAP – był wyjątkowym artystą.
Otrzymał Nagrodę Specjalną
za najlepszą wystawę Roku 2009
Był członkiem ZPAP – był wyjątkowym artystą.
Otrzymał Nagrodę Specjalną
za najlepszą wystawę Roku 2009
Samotność, 1967
S. Dróżdż, Zapominanie, 1967
Dzieło przedstawia zapis słowa „zapominanie”, które w kolejnych wersach ulega stopniowej redukcji po jednej literze; kończy je kropka. Jest to pierwszy „pojęciokształt” Dróżdża. Wizualizuje proces zapominania przebiegający w czasie, a oparty jest na analogii z układem kartezjańskim w matematyce. Praca prezentowana była zarówno w postaci czarnych liter na białym tle, jak i białych na czarnym tle, w wielu wersjach: jako maszynopis na kartce papieru, odbitka fotograficzna, plansza wystawowa – tekst ręcznie pisany tuszem na brystolu, druk na podłożu papierowym i na folii oraz jako mural na zewnętrznej ścianie budynku.
fragment
Życie Stanisława było promienne; bił od niego blask. Nie da się pojąć siły tego blasku zapominając, że Stanisław niemal bez przerwy był doświadczany cierpieniami i bólem, których różnorodność, nasilenie, uporczywość i długotrwałość trudno byłoby nam choćby dokładniej sobie wyobrazić, a co dopiero dobrze przeżyć. Blask ten bowiem nie polegał wcale na tym, że doświadczeń takich udawało się uniknąć bądź o nich zapomnieć. Okazywał się on właśnie w doświadczeniach, jak blask szczerego złota, które przecież próbuje się w ogniu. (Stąd w Księdze Mądrości czytamy o sprawiedliwych: Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął jak całopalną ofiarę (Mdr 3,5-6)). Życie Stanisława potwierdza, że doświadczenie cierpienia i bólu, przy całej jego druzgocącej powadze, nie jest po prostu przeszkodą w dobrym życiu i w rozmaitych rozsądnych planach i zadaniach. Jest raczej samo wielkim życiowym zadaniem do podjęcia, i staje się częścią dobrego życia na tej ziemi, jeśli tylko zostanie podjęte i przeżyte w dobry sposób.
Ten promienny blask był uderzający już w najdrobniejszych szczegółach życia Stanisława. W jego dziecięcej radości z najmniejszych rzeczy: kamyczka, konwalii, czerwonego kubka, szklanego koguta, drobnej niespodzianki; nieczęsto się zdarza, by ktoś przechował tak świeży dziecięcy zachwyt. W jego żartach i psikusach, improwizowanych wierszykach i piosenkach, osobliwych terminach wymyślanych na określenie codziennie używanych sprzętów; miał w tym wyjątkową inwencję. W jego staranności o każdy szczegół rzeczy, które miały być piękne i dobrze działać, poczynając od układu wazoników na półce, aż po aranżację jego wystaw. W jego miłości i czci dla rodziców – aż do końca do mamy, która go przeżyła – i cudownych wspomnieniach z dzieciństwa. W jego stałej dbałości o najmniejsze nawet oznaki przyjaźni i troskliwej pamięci (zwłaszcza wobec tych, którzy się źle mają), poczynając od sygnałów wielokrotnie wysyłanych i odbieranych telefonem komórkowym. W jego anielskiej cierpliwości, niezłomności, wielkoduszności i męstwie.
***
Ostatecznym źródłem takiego blasku, siły, która pozwala dobrze podjąć doświadczenie cierpienia i bólu, jest Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, Jego męka, śmierć i chwalebne zmartwychwstanie. Jak powiada papież Jan Paweł II w liście o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia: „słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa” (Salvifici doloris, 23). O cierpiących zaś, którzy łączą swe cierpienia z Męką Pańską, papież powiada: „Uczestnicy cierpień Chrystusa przechowują w swoich własnych cierpieniach najszczególniejszą cząstkę nieskończonego skarbu Odkupienia świata i tym skarbem mogą dzielić się z innymi” (tamże, 27). Cierpienia ich bowiem ujawniają chlubę krzyża, czyli ową „chwałę, która zawiera się w samym cierpieniu Chrystusa, i która wielokrotnie odzwierciedliła się i odzwierciedla w cierpieniu człowieka” (tamże, 22). Dlatego właśnie Stanisław, jako katolik, wierzył całej nauce Kościoła, spędzał długie godziny na codziennej modlitwie, uczestniczył we Mszy Świętej, spowiadał się, przyjmował Eucharystię i adorował Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie. Z tego właśnie źródła świadomie czerpał siły do codziennych zmagań, do podejmowania ciągle na nowo swego wielkiego zadania; dzięki tym siłom mogliśmy nieustannie zaznawać, że powyższe słowa o cierpieniu nie są tylko słowami. [...]
Źródło: stanislawdrozdz.com/biografia
strona artysty
oprac.©kkuzborska





