Reżyser filmowy, teatralny, scenarzysta, producent, eseista, filozof.
Urodził się 17 czerwca 1939 roku w Warszawie. Studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim (1955-1959). Naukę kontynuował na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego (1959-1962). W 1966 roku ukończył Wydział Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Jego etiuda Śmierć prowincjała (1965) zdobyła liczne nagrody międzynarodowe.
Reprezentant kina Młodej Kultury oraz kina moralnego niepokoju. W swoich dziełach poruszał problemy moralności, sumienia, wiary, nauki oraz relacji międzyludzkich.
Najważniejsze filmy: Struktura kryształu (1969), Iluminacja (1972), Barwy ochronne (1976), Constans (1980), Rok spokojnego słońca (1984) oraz Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową (2000).
Wieloletni kierownik artystyczny Zespołu Filmowego Tor. Praca naukowa: profesor sztuk filmowych (od 1992) oraz wykładowca m.in. w szkołach filmowych w Polsce i Wielkiej Brytanii.
Żona: Elżbieta Idalia hr. Grocholska-Zanussi, malarka
Odznaczenia: Komandor Orderu Odrodzenia Polski i laureat wielu nagród, w tym Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji.
Artystka maluje głównie na płycie, płótnie czy blasze stalowej. Tematyka, jaką najchętniej podejmuje, to zwierzęta, portrety, martwe natury, kwiaty, scenki rodzajowe. Swój styl sztuki określa jako poetycki realizm.
Arie horse mounted | Arie na koniu, 1974, olej na płycie
Kwiaty w wazie II, 2006, olej na płycie, 35,5×45,7 cm
Kwiaty w chińskiej wazie
Biały pies i czarny kot, inkografia, 1997, wydruk na papierze, 28×22
Magdalena Shummer-Fangor – absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1961 przebywała razem z mężem Wojciechem Fangorem za granicą: w Wiedniu, w Paryżu, Berlinie Zachodnim, Londynie, w latach 1966-1998 w USA. Wystawiała swoje prace głównie w Nowym Jorku, współpracując na stałe z kilkoma galeriami.
W malarstwie jest wierna i konsekwentna zarówno stosowanym materiałom, jak i tematyce. Chętnie sięga do historycznych kanonów kompozycji. Nie są to jednak zwykłe portrety i zwykłe scenki – widziane oczami artystki, wprowadzają nas w niezwykły świat wyobraźni.
malarz, rysownik, rzeźbiarz i plakacista współtwórca Polskiej Szkoły Plakatu
Artysta urodził się 15 listopada 1922 w Warszawie, zmarł 25 października 2015 tamże. Miał 92 lata
Wojciech Fangor, Jesień, 1948 fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Wojciech Fangor, Postaci, 1950, olej na płótnie, 100×125 cm fot. Muzeum Sztuki w Łodzi
Wojciech Fangor, Matka Koreanka, 1951 fot. Muzeum Narodowe w Warszawie
Wojciech Fangor, M 71, 1969
Dom Wojciecha Fangora w Błędowie Fot. Fundacja Promocji Twórczości Wojciecha Fangora
Samorząd województwa mazowieckiego kupił dawny dom w Błędowie wraz z pracownią Wojciecha Fangora, jednego z najlepiej sprzedających się polskich malarzy. W starym młynie powstał ośrodek popularyzujący życie i twórczość czołowego przedstawiciela op-artu, nad którym pieczę sprawuje Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia w Radomiu
Dom Wojciecha Fangora obecnie Muzeum poświęcone Jego pamięci znajduje się przy Starym Rynku 23 w Błędowie. Położona nad rzeką Mogielanką posiadłość to dawny młyn otoczony rozległym parkiem o powierzchni blisko 1,8 ha. Znajduje się w nim wiele pamiątek po artyście i Jego żonie oraz ich prac.
– Rodzice spędzili tu 20 lat. Te wnętrza mają dla mnie sentymentalną wartość – podkreśla Patkowski, prezes Fundacji Promocji Twórczości Wojciecha Fangora. Zaznaczył, że artyście zależało na tym, aby jego prace były eksponowane w jednej przestrzeni. – Wojciech Fangor miał takie marzenie. Bardzo chciał mieć jakieś miejsce w Polsce, gdzie jego sztuka była na stałe wystawiana, bo jego obrazy są rozsiane po całym świecie, ale właściwie nie ma takiego miejsca, gdzie można zobaczyć przekrój jego twórczości – zauważył Patkowski.
Początki bytności Fangora w Błędowie wspominał wójt gminy Mirosław Jakubczak. Według niego artysta początkowo zainteresowany był pałacem w pobliskim Wilkowie, ale w związku z problemami konserwatorskimi, zaproponowano mu inną nieruchomość – stary młyn. – Wszedłem z panem profesorem i z ówczesnym wójtem do tego obiektu. Pajęczyny i kurz były (…), ale od razu zauważyłem ten błysk w oczach pana Wojciecha. Jakby mógł, to by zaczął fruwać. On widział tutaj sens, urok, widział tutaj swojego ducha, w którym się odnajdzie i to było dla niego miejsce – opowiadał wójt.
Teraz pieczę nad dawnym domem artysty będzie sprawowało Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu. Instytucja otrzyma też na własność 8 dzieł malarza, a kolejne 224 pozyska w depozyt. Jak zapowiedziała dyr. Elektrowni Wioletta Kotkowska już nie długo zostanie udostępniony zwiedzającym.
– Dom państwa Fangorów nie będzie tradycyjnym muzeum. Chcemy opowiadać historię artysty poprzez przestrzeń, w której żył, pracował i tworzył, pokazując odwiedzającym również mniej znane aspekty jego twórczości – podkreśliła Kotkowska. – Mamy taki cel, żeby to było miejsce żywe, by tętniło życiem, by było bardzo otwarte dla miłośników sztuki, a także ludzi z nią związanych – dodał marszałek woj. mazowieckiego Adam Struzik.
W domu w Błędowie nadal znajdują się oryginalne meble, pamiątki i obrazy artysty. Wśród nich jest stary drewniany stół, przy którym gromadziła się rodzina Fangorów, spędzając wspólnie czas czy obchodząc najważniejsze święta i uroczystości.
Zwiedzający zobaczą też ulubiony fotel artysty. Przywiózł go ze Stanów Zjednoczonych w 1999 r. Mebel był prezentowany w 2022 r. w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” na wystawie „Dzisiaj są moje urodziny”. Nienaruszona pozostała również pracownia, w której artysta tworzył w ostatnich latach życia. Zachowano jej oryginalny układ i charakter, a także sztalugę i używane przez artystę farby.
Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu otrzymała także na własność 8 dzieł malarza, a wśród nich drewniany stół z 6 krzesłami malowanymi przez Fangora. Niebawem kolekcja powiększy się też o 224 kolejne prace artysty, które fundacja przekaże placówce w depozyt. Są to obrazy, plakaty i instalacje.
W zbiorach Elektrowni znajduje się już 30 dzieł Wojciecha Fangora, w tym przekazany przez fundację cykl obrazów „Siedem Magdalen”. W planach jest rozbudowa radomskiej placówki i stworzenie „Fangorium” – miejsca, w którym będzie eksponowana stała wystawa dzieł Fangora.
Wojciech Fangor – malarz, rysownik, rzeźbiarz, teoretyk sztuki, prekursor malarstwa iluzjonistycznego i współtwórca Polskiej Szkoły Plakatu – był jednym z „ostatnich wielkich mistrzów XX wieku” – napisano o artyście na portalu
Culture.pl.
Jako młody twórca Fangor malował klasyczne, niemal akademickie obrazy, ale już wtedy widać było jego niezwykłą umiejętność tworzenia malarstwa figuratywnego. Debiutował tuż po II wojnie światowej – w 1949 r. wystawą kubizujących pejzaży i portretów. Artysta był autorem wielu prac, nie tylko malarskich, lecz również rzeźb.
Często zmieniał styl – tworzył malarstwo zarówno figuratywne, jak i abstrakcyjne. Lata pięćdziesiąte to także współpraca z architektami Jerzym Sołtanem i jego zespołem, a także ze Stanisławem Zamecznikiem. W 1958 r. Fangor stworzył pierwszy polski environment, instalację „Studium przestrzeni”, pokazaną w Salonie Nowej Kultury w Warszawie.
W czasach socrealizmu znalazł się w gronie twórców, którzy swoimi obrazami wpisali się w nurt sztuki zideologizowanej, propagandowej. Do najbardziej znanych dzieł Fangora z okresu polskiego socrealizmu należą „Postaci”, obraz namalowany w 1950 r., oraz „Matka Koreanka” z 1951 r., a także powstały w 1953 r. „Pałac Kultury” – z wizerunkiem słynnego gmachu „do góry nogami”. „Nie są to jednak obrazy natrętne, toporne w stylu radzieckiego socrealizmu, lecz płótna odwołujące się stylistycznie do klasyki i romantyzmu, znakomite przykłady malarstwa figuratywnego” – powiedział PAP Daniel Echaust, kurator wystawy „Fangor. Wielowymiarowy”, zorganizowanej z okazji setnej rocznicy urodzin artysty w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie.
Na początku lat 60. XX w. artysta zasłynął pulsującym malarstwem – abstrakcyjnymi obrazami, oddającymi wrażenie ruchu. Jego eksperymenty malarskie były prekursorskie nie tylko w polskiej, ale i w światowej sztuce. W latach 1961-1966 mieszkał i pracował w krajach Europy Zachodniej, a od 1966 r. w Stanach Zjednoczonych. W połowie lat sześćdziesiątych prace Fangora zostały włączone do grupowych wystaw w MoMA w Nowym Jorku. Artysta uczestniczył w słynnej międzynarodowej wystawie „The Responsive Eye” w Museum of Modern Art w Nowym Jorku w 1965 r., a w 1970 r. odbyła się jego indywidualna wystawa w Solomon R. Guggenheim Museum w Nowym Jorku. To wydarzenie okazało się dla artysty przepustką do międzynarodowej sławy.
W 1999 r. artysta wrócił na stałe do Polski. W tym czasie powstają obrazy, w których autor bada czasoprzestrzeń w obrazie i kontekście kulturowym, a także obrazy i formy oraz doświadczenia plastyczne, których rezultat został przedstawiony na wystawie w 2005 r. w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Był to czas nawiązań artysty do odkryć i teorii sprzed blisko pięćdziesięciu lat. Początek drugiej dekady XXI wieku Fangor wypełnił pracą nad projektem plastycznym II linii warszawskiego metra.
Wojciech Fangor należy do rekordzistów na polskim rynku sztuki. Jego dzieło „M22” – jedna z zaledwie trzech rozet stworzonych przez tego artystę – zostało sprzedane w 2018 r. na aukcji DESA Unicum za 7,3 mln zł. „To absolutny rekord ceny sprzedaży obrazu w Polsce” – powiedział Rafał Kamecki, ekspert rynku sztuki, szef portalu Artinfo. (PAP) ilp
Anna Wolska jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, dyplom w pracowni prof. Stanisława Kulona, oraz Wydziału Sztuki Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. W trakcie studiów na Wydziale Rzeźby ASP gościnnie uczęszczała do pracowni malarstwa prof. Jerzego Tchórzewskiego oraz prof. Zofii Glazer na Wydziale Grafiki. Tytuł doktora uzyskała w 2019 roku, realizując projekt malarski „Rzeczywiste-nierzeczywiste” pod opieką merytoryczną prof. Urszuli Ślusarczyk oraz dr hab. Marii Piątek na Wydziale Sztuki UJK.
Obecnie dr Anna Wolska prowadzi zajęcia w Warszawskiej Szkole Filmowej, Akademii WIT oraz na Wydziale Sztuki Mediów ASP w Warszawie, gdzie kieruje autorską pracownią.
Światło się rozprzestrzenia, a wokół mnie zaczynają pojawiać się błyszczące rzeczy 8 października 2026 – 31 stycznia 2027 107 Bentencho Shinjuku-ku Tokyo 162-0851 Japan
Wystawa eksploruje sztukę Kusamy z nowej perspektywy: światła. W jej rysunkach z lat 50. XX w. i kolażach stworzonych po powrocie do Japonii, obrazy zdają się wyłaniać z ciemności przepełnionej światłem. Seria Infinity Nets, stworzona podczas jej lat spędzonych w Stanach Zjednoczonych, tworzy efekt wizualny, w którym powierzchnia zdaje się emitować słabą poświatę, podczas gdy jej obrazy z lat 80. XX w. i późniejsze promieniują jasnym światłem poprzez obfitość żywych kolorów.
W niedawnej serii wielkoformatowych obrazów My Eternal Soul, którą można uznać za kulminację jej kariery artystycznej, metalowe powierzchnie lśnią na płótnach, podczas gdy jej użycie koloru rozszerza się w kierunku dwóch biegunów surowej monochromatyczności i wybuchowej polichromii. Ta eksploracja światła przewija się przez całą sztukę Kusamy.
W jej lustrzanych pokojach, gdzie lustra i elektryczne światła tworzą iluzję nieskończonej przestrzeni, oraz w jej grafikach i rzeźbach zawierających brokat, światło ewoluowało z przedmiotu reprezentacji w integralny element samego dzieła. Na wystawie prezentowana jest również wielkoformatowa rzeźba pokryta mozaiką lśniącą metalowymi płytkami, a także zewnętrzna rzeźba drabinowa z lustrami, która jest prezentowana w Japonii po raz pierwszy. Wszystkie te prace ukazują zróżnicowaną ekspresję światła, stworzoną przez różnorodne materiały. Nieziemskie migotanie, które wytwarzają, zdaje się rozszerzać, aż pochłonie widza. Dla Kusamy światło jest zarówno źródłem kreacji, jak i środkiem wyrazu. Zapraszamy do śledzenia jej twórczej podróży, podczas której przekształca nieustanny blask swojego wewnętrznego świata w bogaty i różnorodny dorobek.
1 września 1939 roku – dzień na zawsze zapisany
w historii Polski. Ta praca jest refleksją nad pamięcią, siłą
i niezłomnym duchem narodu – A. Sielicki z Toronto
A. Sielicki: Spójrz w niebo – Westerplatte z serii Teoria strun, 2026, olej+acryl i drewno, 45,5×46,5 cm
In memory of the 15th anniversary of my brother Andrzej's passing
Drogi Narodzie, Polki, Polacy, Szanowny Panie Marszałku, Drogi Panie Premierze, Panie Ministrze, Szanowna Pani Prezydent Miasta Gdańska, Drodzy Generałowie, na czele z szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Drodzy Goście, Szanowni Państwo
Prezydent RP oddaje honor Poległym Bohaterom Westerplatte
Westerplatte (1939-2026)
Pamięć o 1 września wymaga od nas prawdy i odpowiedzialności, a prawda ma swoje symbole, ma swoje fakty, prawda ma też swoje znaki. Z całą pewnością najważniejszym symbolem dla Polaków, jednym z najważniejszych dla całej II wojny światowej, jest Westerplatte. Westerplatte, na którym heroiczni, bohaterscy żołnierze polscy – ta niewielka garstka ponad 200 żołnierzy polskich – nie tylko walczyli z przeważającą siłą niemieckiego wroga; walczyli na lądzie, bronili się przed atakiem z powietrza i z wody. Tu na Westerplatte wykuwał się także archetyp polskich postaw w czasie całej II wojny światowej na wszystkich szerokościach geograficznych, gdzie polski żołnierz walczył o wolność innych narodów, ale gdzie umierał zawsze tylko dla Polski.
Prezydent RP Karol Nawrocki wygłasza Przemówienie do Gości i Narodu Polskiego
Szanowni Państwo znakiem Westerplatte jest Cmentarz Żołnierzy Wojska Polskiego na Westerplatte, który powstawał w bólach. Przez kolejne dekady szczątki żołnierzy z Westerplatte taplały się w błocie i krzakach Westerplatte, Polska po nich nie sięgnęła. A gdy szukaliśmy ich w Muzeum II Wojny Światowej razem z archeologami, wielu to krytykowało.
Prawda ma swoją cenę także w XXI wieku, ale zawsze warto tę cenę zapłacić, bo dzisiaj wspólnie z panem premierem mieliśmy okazję, wielki zaszczyt i honor oddać cześć naszym żołnierzom. Tak jak Westerplatte jest symbolem walki, tak symbolem niezasłużonego cierpienia jest Wieluń – miasto zbombardowane przez Niemców we śnie. Ten symbol walki i symbol cierpienia mówią tak wiele o II wojnie światowej. To, co jednak najważniejsze, co trzeba pamiętać, to że 1 września 1939 roku rozpoczęła się hekatomba, pandemonium.
1 września było bramą do hekatomby i pandemonium wyrządzonych narodowi polskiemu przez Niemców i przez Sowietów. Sześć milionów zamordowanych polskich obywateli, 17 procent obywateli II Rzeczypospolitej – co szósty Polak; wśród nich blisko 90 procent cywilów.
Spójrzcie Państwo dookoła – co szósty Polak zginął w czasie II wojny światowej. O tym nie możemy zapomnieć – nie możemy zapomnieć tu na Westerplatte i nie możemy zapomnieć każdego dnia, podejmując nasze decyzje. I choć wielu z Państwa powie, że to są fakty dobrze znane na temat II wojny światowej, to prawda i odpowiedzialność wymagają z jednej strony ich powtarzania, ale z drugiej strony wymagają od dziś rządzących także świadomości, że istnieje prawda o II wojnie światowej, która jest tak słabo słyszalna u naszych zachodnich sąsiadów – u naszych sojuszników w Berlinie, w Niemczech.
Prawda, której nie zna albo nie chce poznać Europa. Prawda, która nie dociera za Atlantyk. Prawda, z którą wielki problem mają niestety także dzisiaj rządzący.
Musimy wszyscy powtarzać i uzmysłowić sobie, choć to boli, ale jest potrzebne, że Niemcy nie potrzebowały Adolfa Hitlera, żeby gardzić Polską, Polkami, Polakami i polskością. Przykładów na to jest za wiele. Już w XIX wieku liberalni literaci, politycy, wielkie marki liberalnej pruskiej literatury z pogardą pisali o Polsce, Polakach, Polkach, o polskości, mówiąc o nas, że jesteśmy „Irokezami ze Wschodu”.
Kontynuatorką tej antypolskiej histerii i antypolonizmu była demokratyczna już Republika Weimarska, w której antypolonizm był w centrum kultury politycznej. Antypolonizm był tym, co łączyło lewicę z prawicą przez niemieckich liberałów w demokratycznej Republice Weimarskiej. Przykładów tego jest wiele. W 1920 roku, gdy Polacy bronili się przed bolszewikami – bronili i Europy przed bolszewikami, i weimarskich Niemiec przed bolszewikami – szef Reichswehry, Hans von Seeckt, pisał wprost, że „jeśli diabeł będzie chciał zabrać Polskę, to powinniśmy w tym mu pomóc”. Takie same słowa wypowiadali niemieccy dyplomaci w okresie międzywojennym, laureaci Nagrody Nobla, kanclerz Niemiec Joseph Wirth, który pisał i mówił wprost z nieskrywaną do Polaków agresją, że Niemcy znów muszą stać się sąsiadem Rosji, a Polska musi zostać zdruzgotana. Rosja zresztą w okresie międzywojennym – ta bolszewicka, dojrzewająca do ogromnego, przerażającego sowieckiego totalitaryzmu – była głównym partnerem Republiki Weimarskiej. To zbliżenie trwało długo przed tym, gdy przyszedł Adolf Hitler i gdy podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow. W 1931 roku Republika Weimarska była największym handlowym partnerem Związku Sowieckiego i ta współpraca trwała na dobre.
Przypominają się, Drodzy Państwo, relacje już z XXI wieku, gdzie tuż przed katastrofą, której świadkiem i współuczestnikiem jesteśmy dzisiaj, historia się powtórzyła, gdy polski prezydent śp. Lech Kaczyński, gdy Polska, gdy politycy przestrzegali przed tym, czym są handlowe, finansowe relacje z Federacją Rosyjską, a Niemcy i Europa nie słuchali. Inwestowali kolejne miliony euro w Federację Rosyjską, która wywołała kolejną wojnę.
To wszystko – ta histeria, pogarda Prusaków i demokratycznej Republiki Weimarskiej – doprowadziło do tragedii II wojny światowej. Wszystko to wydarzyło się, zanim podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow, zanim Adolf Hitler w Obersalzbergu krzyczał do oficerów niemieckich: „Bądźcie bezlitośni, bądźcie brutalni, zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem”, zanim były Westerplatte, Wieluń, Warszawa i Kępa Oksywska. Politycy nie zauważyli tego, co się dzieje, albo nie reagowali; nie mieli odwagi, nie ponieśli odpowiedzialności.
Dziś, w XXI wieku, w 2026 roku, kiedy – jak wierzę – z naszymi zachodnimi sąsiadami mamy tego samego wroga, czyli Federację Rosyjską, która destabilizuje całą sytuację w naszym regionie i morduje znów tak jak przed wiekami i dekadami.
Dziś, kiedy wspólnie z naszymi zachodnimi sąsiadami jesteśmy w Unii
Europejskiej i w Sojuszu Północnoatlantyckim, potrzebujemy odwagi cywilnej,
Powiem więcej: potrzebujemy też odwagi cywilnej i służenia Rzeczypospolitej Polskiej ze strony niemieckich stronnictw w Polsce. Potrzebujemy też zrozumienia tej sytuacji przez wszystkich historyków i polityków wychowanych przez niemieckie fundacje, bowiem odpowiedzialność jest zbyt wielka. Wszyscy musimy być razem i rozumieć pełnię historii II wojny światowej i drogi do 1 września 1939 roku. Potrzebujemy realizacji naszego układu o dobrym sąsiedztwie sprzed 35 lat.
Jeśli Europa ma być razem, jeśli sojusz ma być realny, jeśli dobre sąsiedztwo albo przyjaźń ma być realizowana, potrzebujemy w końcu czynów, a nie tylko pięknych i okrągłych słów.
Bo nie można – Szanowny Panie Premierze, Drogi Panie Ministrze, Drodzy Państwo – przejść obojętnie wobec tego, że 35 lat od podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie z naszymi dzisiejszymi sąsiadami z zachodu wciąż nie mamy pomnika poświęconego polskim ofiarom II wojny światowej w Berlinie; zamiast niego stoi kamień przywieziony przez ciężarówkę.
Dziękuję wszystkim Polakom, dziękuję wszystkim Niemcom, którzy zabiegają o to, aby ten pomnik powstał. Ale to nie jest realny sojusz i realna przyjaźń, jeśli nie możemy postawić pomnika polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie, jeśli polska mniejszość w Niemczech nie ma takich samych praw jak mniejszość niemiecka w Polsce, jeśli Dom Polski w Bochum nie może powstać. To mamy prawo obawiać się, czy dzisiaj nasi zachodni sąsiedzi poza okrągłymi słowami, pięknymi gestami i wspaniałymi deklaracjami nie traktują nas tak jak Republika Weimarska. Czy za moment poza tymi deklaracjami nie zaczną robić biznesu z Federacją Rosyjską tak jak w XXI wieku.
To jest ta odpowiedzialność i zadanie dla polskiego Prezydenta, dla polskiego rządu, o którym tak pięknie mówili harcerze. Tego dzisiaj potrzebują Polska i Polacy w kwestiach symbolicznych, ale też w kwestiach zasadniczych.
Reparacje i zadośćuczynienie Polsce powinny zostać wypłacone – nie tylko dla przeszłości, dla sprawiedliwości historycznej, ale dla przyszłości.
Świat, Panie Premierze, postawił nas w takiej sytuacji, że prawdziwa, twarda, sojusznicza deklaracja wobec Polski wymaga tego, aby nasi sojusznicy z Berlina, nasi sąsiedzi wypłacili nam zadośćuczynienie, które Polska przekaże na Polskie Siły Zbrojne, na polski przemysł zbrojeniowy, abyśmy nie musieli brać zachodnich kredytów, abyśmy dostali to, co nam się należy.
Aby przyjaźń i sojusz stały się realne – apeluję stąd, z Westerplatte, do kanclerza Niemiec, do narodu niemieckiego: załatwmy sprawę reparacji i zadośćuczynienia z myślą o sprawiedliwości historycznej, ale też z myślą o przyszłości.
Dziś Polska jest twierdzą Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschodzie, dziś te reparacje mogą służyć bezpieczeństwu europejskiemu. Mogą być twardą deklaracją państwa niemieckiego, naszych sąsiadów, że myślimy o wspólnym, kolektywnym bezpieczeństwie w Europie. Wzywam też z Westerplatte i z serca zwracam się do pana premiera, do pana ministra, do pana marszałka, do wszystkich stronnictw w polskim parlamencie, do narodu polskiego: Bądźmy razem w tym dziele.
Proszę o wsparcie Pana Premiera i polskiego rządu w ubieganiu się o reparacje od naszych zachodnich sąsiadów – dla sprawiedliwości historycznej i dla naszej wspólnej przyszłości. Musimy być w tym razem i możemy to zrobić razem – to apel, który płynie z Westerplatte 1 września 2026 roku.
Drodzy Państwo, głośny artykuł Józefa Marii Bocheńskiego z kwietnia 1939 roku nosił tytuł „Nawet bez szans zwycięstwa”. Nawet bez szans zwycięstwa – jak pisał autor – każdy naród jest zobowiązany do tego, a pisał to z emocją chrześcijańską, katolicką, aby bronić się w obliczu nawet przerażającego wroga, nie może się poddać pod naporem siły; to obowiązek, to wielkie zobowiązanie, żeby bić się do końca.
O tym jest Westerplatte, o tym jest 1 września, o tym jest polskość, o tym jest Polska, tacy jesteśmy. Ale dzisiaj, w XXI wieku, bohaterstwo polskiego żołnierza – to, które było, które jest i które zawsze będzie – nie może być alternatywą. Nie może być zastępstwem dla odpowiedzialności władz państwowych w mówieniu polskim głosem, w budowaniu realnych sojuszy, w ubieganiu się o kolejne inwestycje, o rozbudowę Wojska Polskiego. Bohaterstwo polskich żołnierzy już nigdy nie może być alternatywą dla odpowiedzialnych propolskich rządów wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej.
Naszym Westerplatte, moim Westerplatte, Westerplatte współczesnej Polski powinno być to, abyśmy byli twierdzą, która nie będzie się bronić, ale której nikt nie odważy się nigdy zaatakować. Cześć i chwała bohaterom z Westerplatte.
Cześć i chwała obrońcom Polski z roku 1939 Niech żyje Polska!
urodziła się 22 marca 1929 Matsumoto, Prefektura Nagano, Japonia
zmarła: 14 sierpnia 2026, Tokio, Japonia w wieku 97 lat
W ciągu ostatnich kilku lat Kusama stała się ikoną o zasięgu globalnym. Tate Modern w Londynie i Whitney Museum w Nowym Jorku zorganizowały retrospektywy jej prac. Polka dots | Kropki stały się rozpoznawane na całym świecie. Mimo że nie miała zamiaru zwalniać, poważnie zaczęła myśleć o swojej śmiertelności. – Nie wiem, jak długo jeszcze pożyję, jednak po mojej śmierci nadejdzie nowe pokolenie, które pójdzie w moje ślady – mówi artystka. – Byłabym zaszczycona, gdyby ludzie nadal oglądali moje prace – mówi.
– Dotąd to ja wyjeżdżałam za granicę – opowiada 88-letnia Kusama, siedząc w wózku inwalidzkim przed swoim obrazem noszącym tytuł Ja, która przybyłam do wszechświata, podczas spotkania dla mediów w Yayoi Kusama Museum – Ale zaobserwowałam, że coraz więcej ludzi przyjeżdża zobaczyć moje prace tutaj, do Japonii – dodaje, odczytując to zdanie z oświadczenia, jakie ma w segregatorze z nakrapianą (jakżeby inaczej) okładką. – To dlatego zdecydowałam się założyć to miejsce, żeby ludzie mogli tu oglądać moje prace.
Tymczasem, muzeum jest w całości poświęcone jej twórczości, zarządzane przez fundację, którą założyła, by móc wystawiać swoje instalacje i obrazy nawet po śmierci, oficjalnie zaczęło działać pierwszego października. Bilety wstępu umożliwiające zwiedzanie we wskazanych godzinach trafiły do internetowej sprzedaży w ubiegłym miesiącu i zostały wykupione do końca listopada.
Kusama na początku kariery zamieszkała w Nowym Jorku, gdzie spędziła 16 lat. Przyjaźniła się z artystami: Frankiem Stellą, Donaldem Juddem i Josephem Cornellem – z tym ostatnim była w związku. Doczekała się retrospektywnej wystawy w nowojorskim Whitney Museum i londyńskiej Tate. W 1993 roku była pierwszą Japonką reprezentującą swoje państwo na Biennale w Wenecji. Została laureatką Nagrody Asahi za 2000 rok.
W 2006 roku została nagrodzona Praemium Imperiale, nazywanym Noblem w dziedzinie sztuki, przez Japoński Związek Artystów. W 2008 roku jej najdroższa praca została sprzedana za 5,1 mln dolarów, co stanowiło rekordową cenę za pracę żyjącej artystki.
W 2016 roku, w wieku 87 lat, Kusama została odznaczona najwyższym odznaczeniem narodowym, jakie może otrzymać japoński artysta: Orderem Kultury (Bunka-kunshō).
Urodził się 30 marca 1892 w Krakowie zmarł 31 sierpnia 1945 we Lwowie. 81 rocznica śmierci Profesora
Kraków W 1902 r. rozpoczął ośmioletnią naukę w IV C.K. Gimnazjum w Krakowie. W szkole poznał Witolda Wilkosza, późniejszego znanego matematyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ich koledzy wspominali ich wielkie talenty matematyczne. Już wówczas Banach interesował się skomplikowanymi teoriami funkcji. Znał francuski, niemiecki, esperanto, uczył się sanskrytu i hebrajskiego.
Lwów Po ukończeniu gimnazjum pracował w krakowskiej księgarni, a jesienią 1910 r. rozpoczął studia na Politechnice Lwowskiej. Dokończenie studiów uniemożliwił mu wybuch I wojny światowej. Zaliczył jedynie połowę studiów i otrzymał tzw. półdyplom. Po zakończeniu wojny nie powrócił na politechnikę. Z powodu wady wzroku i leworęczności nie został zmobilizowany. Został zatrudniony jako nadzorca przy budowie i remontach dróg. Praca umożliwiała mu rozwijanie zainteresowań matematycznych.
Towarzystwo Matematyczne W 1916 r. wyjechał do Krakowa i zamieszkał u swojej przybranej matki. Utrzymywał się z udzielania korepetycji. To wówczas na krakowskich Plantach zwrócił na niego uwagę znany matematyk Hugo Steinhaus. Usłyszał fragment rozmowy Banacha i jego kolegi, późniejszego matematyka Otto Nikodyma, na temat całki Lebesgue’a. W ciągu kolejnych miesięcy trójka pasjonatów matematyki spotykała się u Steinhausa. To wówczas powstał pomysł stworzenia Towarzystwa Matematycznego. Udało się je powołać wiosną 1919 r.
Banach jako wykładowca matematyki W roku 1920 katedrę matematyki na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie objął prof. Hugo Steinhaus. Jego przyjaciel Antoni Łomnicki objął taką samą katedrę na Wydziale Mechanicznym Politechniki Lwowskiej. Steinhaus namówił go na zatrudnienie Banacha jako asystenta. W 1920 r. Banach powrócił do Lwowa. Jeszcze w tym samym roku przedstawił rozprawę naukową O operacjach na zbiorach abstrakcyjnych i ich zastosowaniach do równań całkowych. Mimo nieukończenia studiów nadano mu za tę pracę tytuł doktora – nie był zainteresowany zdobywaniem jakichkolwiek tytułów naukowych, więc jego zwierzchnicy zorganizowali dyskusję naukową, która w rzeczywistości była egzaminem doktorskim. W 1922 napisał rozprawę habilitacyjną i zdobył tytuł profesora
Fundamenta Mathematicae Banach zyskał międzynarodową sławę, publikując w czasopiśmie artykuł poświęcony analizie funkcjonalnej. Dał on początek zupełnie nowej dyscyplinie matematyki.
Lwowska Szkoła Matematyczna Banach wykładał na obu lwowskich uczelniach – uniwersytecie i politechnice. Najważniejszym miejscem spotkań lwowskiego środowiska matematycznego nie były jednak sale wykładowe, ale Kawiarnia Szkocka. Skupieni wokół Steinhausa i Banacha uczeni stali się najważniejszą szkołą matematyczną w Polsce, która do historii nauki przeszła jako Lwowska Szkoła Matematyczna. W 1929 r. zaczęła publikować własny organ poświęcony analizie funkcjonalnej – „Studia Mathematica”.
Najważniejsze dzieło Banacha W 1932 r. wydano najważniejsze dzieło Banacha Théorie des opérations linéairesMonografia zapewniła mu światową sławę. Sensację w środowisku naukowym wzbudziła także przełomowa praca opublikowana wspólnie z Alfredem Tarskim, dotycząca powierzchni kuli i zbiorów rozłącznych. Ukoronowaniem jego kariery naukowej w międzywojennej Polsce był w 1939 r. wybór na prezesa Polskiego Towarzystwa Matematycznego. W roku 1937 wybitny amerykański matematyk węgierskiego pochodzenia, późniejszy współtwórca broni nuklearnej, teorii gier i podstaw informatyki John von Neumann namawiał Banacha do wyjazdu do USA. Lwowski profesor odmówił, stwierdzając, że nie ma kwoty mogącej wynagrodzić mu opuszczenie jego miasta i uczelni.
Losy Banacha w czasie wojny 22 września 1939 r. Lwów został zajęty przez sowietów. Stefan Banach pozostał profesorem uniwersytetu, któremu władze sowieckie nadały imię Iwana Franki. W latach 1939–1941 pełnił funkcję dziekana Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego. Zgodził się również zostać delegatem do rady miejskiej. W momencie agresji niemieckiej znajdował się w Kijowie. W ostatniej chwili udało mu się powrócić do Lwowa. Na krótko został aresztowany przez Niemców pod zarzutem przemytu marek niemieckich.
Instytut prof. Rudolfa Weigla Nie mając środków do utrzymania siebie, żony i syna, pracował jako karmiciel wszy w słynnym Instytucie Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami prof. Rudolfa Weigla. Wykonywanie tej pracy chroniło Banacha i wielu innych lwowskich uczonych przed aresztowaniem przez Niemców. Był też wykładowcą na organizowanych przez Niemców Państwowych Technicznych Kursach Zawodowych prowadzonych w gmachu Politechniki Lwowskiej. Po ponownym zajęciu Lwowa przez Armię Czerwoną w lipcu 1944 r. przystąpił do odbudowy wydziału matematyki. Wykładał także we Lwowskim Instytucie Politechnicznym.
Uniwersytet Jagielloński Za namową przyjaciół zdecydował się na opuszczenie Lwowa i rozpoczęcie pracy na Uniwersytecie Jagiellońskim. Plany te pokrzyżowało zdiagnozowanie u Banacha nowotworu oskrzeli. Zmarł 31 sierpnia 1945 r. Został pochowany w grobowcu rodziny Riedlów na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.
Odznaczenie Banacha Orderem Orła Białego, 2018
Rodzice
Urodził się 30 marca 1892 r. w Krakowie. Informacje o jego korzeniach rodzinnych nie są pewne. Jego ojciec pochodził z Ostrowska lub Jordanowa na Podhalu. Matka, Katarzyna Banach, pochodziła z tych samych stron, prawdopodobnie z Borównej. Banach nie znał swojej matki, ponieważ tuż po urodzeniu oddała go do rodziny zastępczej Marii Płowej. Jego przybrana matka prowadziła pralnię przy ul. Grodzkiej w Krakowie. Jego wychowanie wspierał finansowo biologiczny ojciec, wówczas zatrudniony jako urzędnik w krakowskim magistracie. Pozwoliło to na sfinansowanie dalszej nauki wykazującego wielkie talenty matematyczne i językowe Stefana Banacha.