20 października 2026




Jankowska-John – Dzikość serca...



Barbara Jankowska-John
Dzikość serca i tulipany
8 października 2026 – 13 stycznia 2027
Galeria Klubu Muzyki i Literatury we Wrocławiu
pl. gen. Tadeusza Kościuszki 10






Artystka należy do Związku Polskich Artystów Plastyków


Bezkresna przestrzeń. Niebo utkane chmurami. Leniwie zwisają nad ziemią. Powietrze parzy. A one suną majestatycznie. Przestrzeń niemalże nieograniczona. Horyzont to jedyna linia w pejzażu. Nic nie robi na mnie takiego wrażenia jak ogromna przestrzeń. Doświadczyłam tego kilkakrotnie i uczucie, które mnie wtedy ogarnia, nie ma sobie równych. Czuję ciszę, harmonię i spokój. Serce rośnie ze szczęścia. Tylko niebo, ziemia… i ja.

Z rodzinnych przekazów zapamiętałam historię mojej babci Emilii. Mój ojciec zawsze z dumą opowiadał o tatarskim pochodzeniu swojej matki. Zapamiętałam ją jako smukłą, wiotką kobietę o poważnej, śniadej twarzy, długich, czarnych włosach i skośnych oczach. Zmarła, gdy miałam 7 lat. Po niej odziedziczyłam skośne oczy i zamiłowanie do rysowania. Wszystko musiało być utrwalone.

Rysowałam kwiaty, gałązki, wszelkie motywy roślinne, wzory i wzorki. „A Basia to ciągle te kwiatki i kwiatki…” – mówiła moja przyjaciółka ze szkoły podstawowej. No cóż, to było silniejsze ode mnie. Stąd wybór liceum plastycznego o profilu ceramika artystyczna, specjalizacja zdobnictwo. Potem PWSSP (obecna Akademia Sztuk Pięknych we Wrocławiu). Oczywiście, Wydział Ceramiki i Szkła. Aneks z malarstwa. Rzadko myślałam o moich korzeniach, tym bardziej że ojciec zmarł tuż po moim dyplomie. Był niezwykły, miał rozległe zainteresowania i to on zaszczepił we mnie miłość do ojczyzny, literatury i sztuki. W takiej właśnie kolejności.

Myślę, że moja potrzeba tworzenia to spuścizna po moich przodkach. Tatarzy polscy, gdy nie walczyli za swą nową ojczyznę, zajmowali się często rzemiosłem i ogrodnictwem. Niewielu wie, że słowa znanej pieśni (Hej, hej ułani) „Ułani, ułani malowani ludzie” dotyczą właśnie Tatarów. Ozdabiali swoje ubrania, buty, oręż motywami nawiązującymi do sztuki islamu. I choć przez lata, w procesie asymilacji utracili swój język, to stopniowo przejęli polską kulturę. Część przeszła na chrześcijaństwo, a część pozostała przy islamie, religii przodków. Dzięki dyrektorowi Klubu Muzyki i Literatury Ryszardowi Sławczyńskiemu poznałam tatarskiego poetę. Musa Czachorowski zachwycił mnie swoimi wierszami i poczułam tę samą dzikość serca i umiłowanie przestrzeni. Dzięki nim zanurzyłam się w historii Tatarów polskich. Poznałam, jak udało im się zachować ten rdzeń tożsamości. A ja odnalazłam odpowiedź na wiele tematów związanych z moją twórczością. Zachęcam do takich podróży między przeszłością a teraźniejszością.


* * *


Musa Çaxarxan Czachorowski – Stańmy się jednością

Odkrywanie sztuki – w sobie, wokół siebie – bywa jak odzyskiwanie swego pierwszego, dziecięcego świata. Świata wydobytego niespodziewanie z głębi pamięci, zapisanego niegdyś dawno zapomnianymi odcieniami, dźwiękami oraz literami. One są ważne, wszystko zresztą staje się ważne, o ile tylko nastąpi w odpowiednim momencie. Nagle te elementy zaczynają zaludniać pusty dotąd krajobraz, wypełniać życie, przywołując zaskakujące pogłosy i powidoki sprzed eonów lat, afirmując je, tworząc nowe, upiększające nas i uwznioślające wartości. Albo ich moc powala na kolana, łamie kręgosłup i niszczy istnienie.

Tak też bywa, gdy wielkość i niezwykłość fantasmagorii przerasta wyobraźnię. Dochodzi do tego, jeśli w łańcuchu przekazicieli nastąpi duchowa wyrwa. Wtedy barwy, dźwięki i litery nie przemówią. Step się nie zaludni, niebo pozostanie zachmurzone. Barbara Jankowska-John zna odcienie barw i dźwięków. Były w niej od zawsze, od samego początku dzieciństwa, które tak chętnie spędzała w wiosce dziadków w Małopolsce. Miejscowość niby zwykła, bo niewątpliwie wiele podobnych znajdziemy na mapie naszego kraju. Jednak w swej zwykłości trochę niezwykła, ponieważ założona jakoby przez tatarskich osadników – dzieci rozległych podniebnych przestrzeni, potomstwo Szarego Wilka, wychowane w łoskocie orlich skrzydeł. Tak więc projekcja podprogowa wciąż trwała, zapis się utrwalał i wzmacniał. Potrzebował jedynie czasu i sprzyjających okoliczności, aby się ujawnić.

Poznałem Barbarę poprzez literę. O tyle niepospolitą, bo arabską, zapisaną na jednym z jej obrazów. I dzięki tej literze zaczęliśmy wspólnie odczytywać przeszłość, która, całkiem możliwe, poprowadzi nas w przyszłość. Otworzyła bowiem bramę do wspólnoty doświadczeń praojców z wielu narodów, z wielu wyznań, tradycji i kultur, abyśmy odczuli i pojęli, a przynajmniej starali się pojąć to, co z natury rzeczy bywa niepojęte. Alif, lam, mim. Skąd się ta litera wzięła? Dlaczego? Co ma symbolizować? Czy jest intencjonalnym oznaczeniem płótna – płaszczyzny, stepu, przestrzeni – czy też przypadkowym, nic nieznaczącym zdobnikiem?

W niekwestionowanej polskiej rzewności Barbara nieśmiało – choć jednoznacznie – odnajduje we własnym genotypie pierwiastki wielkiego stepowego dziedzictwa, które wieki temu zadomowiło się tutaj i rozrosło. Tatarska krew krąży w tętnicach i żyłach słowiańskiej artystki. No, może nie zupełnie słowiańskiej, bo ubogaconej tatarskim oddechem i arabską literą. Dodajmy: literą świętą. Takimi literami zapisana została Święta Księga islamu, Koran, i każda z nich – pojedyncza oraz wszystkie razem – zawiera w sobie cząstkę świętości, posmak duchowości, zapowiedź poznania, wielkość zrozumienia. Czego? Gdy cokolwiek z tego na nas spłynie, natychmiast zyskamy świadomość. Będziemy wiedzieli. Chyba że Światłość wypali nam oczy.

Wspomniana tatarskość małopolskiej wioski, chociaż charakteryzująca się wieloma ciekawymi kontekstami, nie jest w Polsce zjawiskiem odosobnionym. W gruncie rzeczy śmiało można powiedzieć – lekko jedynie przesadzając – że bardzo tatarska ta nasza polska Polska. Nie rzuca się w oczy, nie dostrzegamy tego na co dzień, ale kiedy w miarę uważnie popatrzymy wokół, wówczas bez trudu na każdym kroku odkryjemy tatarskie ślady: historyczne i współczesne, materialne i naj zwyczajniejsze w świecie, lecz także głęboko uduchowione, przemawiające słowem, stygmatyzujące literą, z których każda znaczy znacznie więcej, niż znaczy. Kaf, ha, ja, ajn, sad. Najwcześniejsze polskie kontakty z przybyszami ze stepów sięgają pierwszej połowy XIII wieku. Wiązały się z najazdem Batu-chana, czyli w gruncie rzeczy Mongołów, ale chociaż armia była mongolska, to właśnie od niewielkiego, ale wyjątkowo bitnego plemienia Tatarów, zaczęto nazywać ją tatarską, wchodzących zaś w jej skład wojowników – Tatarami.

Z tamtego okresu pochodzą pierwsi osadnicy – nazwijmy ich już tatarskimi – na polskich ziemiach: wzięci do niewoli oraz pozostawieni ranni i chorzy stepowi wojownicy. Osadzeni zostali na Śląsku (m.in. w rejonie Raciborza) oraz w Małopolsce (m.in. w Mszanie Dolnej i okolicy) i bardzo szybko się zasymilowali. Do dzisiaj u wielu tamtejszych mieszkańców rozpoznać można charakterystyczne azjatyckie cechy: smagłą cerę, ciemne oczy, fałdę mongolską itd. Przetrwała pamięć na tyle mocna, że nawet teraz – po upływie tylu wieków – nazywani są Tatarami.

Później, w pierwszej połowie XV stulecia, gdy rozpadła się Złota Orda i powstał m.in. Chanat Krymski, wzajemne stosunki nabrały zdecydowanego rozmachu. Z tym oto sąsiadem – wielokroć naszym nieprzyjacielem, częstokroć sojusznikiem i wspólnikiem w rozlicznych przedsięwzięciach, np. handlowych i kulturalnych, zapisała Rzeczypospolita liczne karty wspólnej historii, w sumie naprawdę niezłej. Tatarzy zadomowili się na tutejszych ziemiach, przede wszystkim pełnili służbę wojskową pod sztandarami Rzeczypospolitej, byli tłumaczami królewskimi, kurierami, gońcami, kapłanami, prawnikami, lekarzami, naukowcami, szanowanymi rzemieślnikami oraz rolnikami i hodowcami. W pewnym momencie ich liczba sięgnęła nawet 200 tysięcy osób płci obojga.

Po drugiej wojnie światowej i będących jej następstwem zmianach granic państwowych, co do konało się w efekcie konferencji jałtańskiej w roku 1945, zmieniło się w zasadniczy sposób położenie tatarskiej społeczności. Została rozerwana i podzielona pomiędzy Polskę oraz sowieckie repu bliki: Litwę i Białoruś. Większość Tatarów – polskich Tatarów – niczym przed stuleciami ruszyła ze swych odwiecznych siedzib na Kresach w poszukiwaniu nowego domu. Jechali, często tygodniami i miesiącami, na Pomorze – do Olsztyna, Gdańska, Sopotu i Elbląga, albo dalej na zachód, do Szczecina. Część skręcała później na południe: do Szczecinka, Trzcianki, Gorzowa Wielkopolskiego, Poznania, Rybocic, Zielonej Góry. Docierali aż na zachodnie krańce państwa, m.in. do Wrocławia, Wałbrzycha, Jeleniej Góry, Oleśnicy, Zgorzelca, Krosna Odrzańskiego. No i dzięki temu nie ma w naszym kraju zakątka, który chociażby ociupinkę nie łączył się z Tatarami – historycznie albo współcześnie.

Są zarówno miejscowości z tatarskimi osadnikami, jak i rośliny – np. klon tatarski, zatrwian tatarski, tatarak, tatarka – a także rzeczy bardzo bliskie, codziennego użytku, m.in. czajnik, imbryk, sofa, tapczan, kiełbasa i kaftan. I rozmaite podania oraz legendy, np. o tatarskiej studni w Paczkowie, czarnej kozie w herbie Głuchołaz czy o tatarskim kamieniu nieopodal Nidzicy. Tym wszelako, co pozwoliło na przetrwanie zwartej tatarskiej mniejszości były dwie rzeczy: służba wojskowa w królewskich i własnych oddziałach oraz religia, islam. A skoro religia, to znaczy, że również jej Święta Księga zapisana arabskimi literami. Ta, ha. Wróćmy zatem do liter, jako że w nich ukryta bywa tajemnica. Sekret wszechrzeczy dostępny wyłącznie dla wtajemniczonych. Dla oświeconych. Tatarzy, również polscy, jako muzułmanie po sługiwali się literami – hurufami – arabskimi. Zapisywali nimi północnokresową polszczyznę, którą mówili na co dzień. Nic w tym dziwnego, wszakże na całym świecie obowiązywała powszechna zasada: „Czyja religia, tego język”, czyli alfabet. Stąd w katolicyzmie łaciński, w prawosławiu cyrylica, natomiast w islamie arabski.

Nasi Tatarzy używali arabskich liter głównie do tworzenia tekstów religijnych, odczytywanych obecnie przez naukowców z toruńskiego Centrum Badań Kitabistycznych. Dodajmy, że alfabet arabski stosowany był w języku tatarskim na Krymie oraz w Tatarstanie aż do lat 20. XX stulecia. Takie mieliśmy czasy, proszę ja kogo. Jednak co ze sztuką, co z obrazem i ową literą, stygmatyzującą ponoć, zapyta ktoś. Otóż, Tatarzy zajmowali się niegdyś – i niektórzy nadal to robią, niestety, bardzo nieliczni – sztuką tworzenia tak zwanych muhirów: malowanych, rysowanych, wyszywanych, bywało też tkanych obrazów o charakterze religijnych. Magicznym, ochronnym. Ich głównym motywem stawała się zazwyczaj litera – lub słowo – albo cały cytat z Koranu, oczywiście po arabsku. Gdyż tworzy nas litera. Litera po literze. Buduje w naszym jestestwie wartość słowa. One otwierają świat poza światami przed tymi, którzy ją doceniają.

Taki stan otwartości bez wątpienia spłynął szczodrze na Barbarę Jankowską-John. Dzięki jej tatarskim odniesieniom rodzinnym? Dzięki miłosierdziu Najmiłosierniejszego? Przez potęgę litery, która przetrwała na dnie języka, w gnieździe współczulnego dzieciństwa? Tak i w ten sposób bowiem Wszechmogący ukazuje swe znaki. Ta, sin, mim. Barbara czuje przestrzeń, widzi wewnętrznym okiem sine chmury spowijające szczyty gór Ałtaju, zalegające w ich kotlinach. Czuje smak spalonego słońcem stepu i szerokich rozlewisk w bujnych dolinach. Jest w niej łagodność i kategoryczność, nostalgiczne przenikanie się barwnych pasm oraz plam. Inne to oczywiście malarstwo, lecz z całą pewnością w wielu wymiarach pokrewne sztuce polsko-tatarskich artystów: Aleksandra Janowicza-Czaińskiego (1870-1941) oraz Olgi Piotrowicz (1909-2009). Przemawia po trochu w tym coraz bardziej odchodzącym w zapomnienie narzeczu delikatności odczuć, subtelności znaczeń, stonowanych namiętności, wieloznaczności pojęć, które dociera do nas w oczekiwaniu na odpowiedź. Jaką?

Odnajdźmy ją w swych sercach, jeśli nie lękamy się momentu próby. Stańmy się jednością. Alif, lam, ra. Alif, lam, mim; Kaf, ha, ja, ajn, sad; Ta, ha; Ta, sin, mim; Alif, lam, ra: są to litery zapisane na początku niektórych sur (rozdziałów) Koranu. Ich znaczenie znane jest wyłącznie Wszechmogącemu.


Musa Çaxarxan Czachorowski

Polski Tatar z Wrocławia, dziennikarz, poeta, który nie stroni od prozy, redaktor naczelny kwartalnika „Przegląd Tatarski”, przedstawiciel Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP na Dolny Śląsk. Tłumacz i propagator tatarskiej literatury oraz historii. Idzie, biegnie przez życie niczym po stepie, otwarty na wszystko, co dobre.


oprac.©kuzborska

19 października 2026

Pokój Zegarmistrzów Królewskich



Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum
Rezydencja Królów i Rzeczypospolitej
Warszawa, Plac Zamkowy 4 

Ekspozycja stała 
– od 21 października 20126






Władcy Rzeczypospolitej otaczali się kunsztownymi czasomierzami. Nakręcanie zegara na wieży, polegające na podnoszeniu ciężkich obciążników co trzy dni, oraz obsługa innych zegarów na Zamku wymagały stałej obecności nadwornego zegarmistrza. Za panowania Wettynów (1698–1763) jego mieszkanie znajdowało się dwa piętra nad tym pomieszczeniem. Od czasów Jana III żył i pracował tam Salomon Krigner z Malborka, konstruktor zegarów kaflowych i słonecznych. Później zastąpił go Karl Christoph Krüger, który w 1750 roku przebudował mechanizm zegara wieżowego. W niewielkich izbach mieszkali następnie Daniel Schepcke i najsłynniejszy z zamkowych zegarmistrzów – Franciszek Gugenmus, opiekun zegarów Stanisława Augusta. Po abdykacji króla Gugenmus służył Fryderykowi Augustowi, księciu warszawskiemu, a następnie carowi Aleksandrowi I. Godność zegarmistrza zamkowego przetrwała aż do wybuchu II wojny światowej; w 1939 roku należała do rodziny przemysłowców Lilpopów.

W XVII i XVIII wieku w Rzeczypospolitej działało wielu zegarmistrzów. Ich specjalnością były horyzontalne zegary stołowe, zwane kaflowymi (prezentowane w środkowej gablocie). Te zbytkowne przedmioty stały się jednym z symboli kultury materialnej polskiej magnaterii. Były precyzyjne, a zarazem odporne na wstrząsy. Dzięki regulatorowi balansowemu działającemu w każdej pozycji mogły służyć w podróży, w tym do określania długości geograficznej podczas żeglugi. Z tej konstrukcji wywodzą się późniejsze zegary karetowe, kieszonkowe i naręczne, prezentowane w gablotach narożnych.

Nie ma dwóch identycznych zegarów. Każdy stanowi dzieło łączące umiejętności zegarmistrzów, odlewników, grawerów i ślusarzy. Pokazane na wystawie mechanizmy zachwycają precyzją wykonania i maestrią grawerowanych dekoracji. Nakładki i koki osłaniające serce zegara – wychwyt z balansem – zdobiono w XVII wieku ornamentami z liści, kwiatów i owoców poziomek, a później motywami groteski z liśćmi akantu.

Ornament poziomkowy stał się inspiracją dla Katarzyny Krakowiak-Bałki, autorki aranżacji wystawy. Niewielkie pomieszczenie przemieniło się we wnętrze zegara. Po wejściu do niego otoczeni zostajemy miękkimi tkaninami i zwielokrotnionym pięćset razy motywem poziomkowych gałązek. Gablota z kolekcją zegarów i zawieszona nad nią instalacja układają się w klepsydrę, jedno z najstarszych urządzeń do mierzenia czasu. Sześciobok powtarza kształt większości zegarów kaflowych, eksponowanych pod ostrosłupowym kloszem. Instalację ożywia dźwięk – dwanaście krótkich utworów opracowanych na podstawie nagrań zegarów prezentowanych na wystawie. Każdy z jej elementów jest efektem pracy rzemieślników. Tkaniny plisowano w niewielkim francuskim warsztacie, a metalowe części zostały ręcznie wyszlifowane. Każdy przedmiot zachowuje ślad godzin ludzkiej pracy, cierpliwości i doświadczenia swoich twórców. W tym sensie czas staje się tu nie tylko tematem ekspozycji, lecz także jej tworzywem.


Konrad Nawrocki – kustosz kolekcji zegarów

Więcej: zamek-krolewski

oprac.©kuzborska

18 października 2026

Chwalinska Maja – Wuhan Open 2026



Zwycięstwo Mai Chwalińskiej w Wuhan Open 2026


18 października 2026
Finał: Sonay Kartal vs Maja Chwalińska

Maja zajmuje obecnie 11. miejsce na świecie
w rankingu singlistek w tenisie

Maja Chwalińska, po niesamowitej walce, pokonała Sonay Kartal
w finale turnieju WTA 1000 w Wuhan, dzięki czemu zdobyła
swój pierwszy tytuł w karierze, 1000 pkt do rankingu
oraz nagrodę w wysokości 665 tys. dolarów,
blisko 2,6 mln złotych brutto, od tego podatek 20%


17 października 2026
Półfinał: Iga Świątek vs Maja Chwalińska

fot. Maxim Shemetov/Reuters


16 października 2026
Quarter-Final Full Match Highlights
Maria Sakkari vs Maja Chwalińska

Znakomita gra obu tenisistek, Gratulacje.


Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja,
a później trzeba dawać z siebie wszystko

Zespół Mai
Jaroslav Machovský, trener
Petr Hajek, sparringpartner
Piotr Szczypka, menedżer 
Maciej Ryszczuk, trener przyg. fizycznego 
Aleksandra Musiał, menedżerka

Maja Chwalińska 24 czerwca 2026 otrzymała tytuł
Honorowa Obywatelka Miasta Dąbrowa Górnicza 



17 października 2026

Szafert Sylwia – Yorokobi | Tu i teraz



10 października – 15 listopada 2026
Platon Galeria Sztuki, Wrocław, Krupnicza 13


















W świecie, który nieustannie czegoś od nas chce, zatrzymanie się jest aktem odwagi. Luksusem staje się cisza. To jedyny moment, w którym odnajdujemy przestrzeń do oddychania. Bo tylko w spokoju jesteśmy uważni i potrafimy dostrzec magię w najprostszych rzeczach, a tym samym odczuwać zachwyt, przyjemność i satysfakcję. W naszym kręgu kulturowym zdefiniujemy ten stan jako radość, Japończycy zaś sięgną po określenie yorokobi. Radość, ale nie ta głośna i kradnąca uwagę. To ta mała, cicha radość, którą czujemy gdy rano pijemy dobrą kawę, patrzymy na światło ześlizgujące się ze ścian, słuchamy ciszy. Yorokobi rodzi się z uwagi, z prostoty, z harmonii z naturą.

Wystawa Sylwii Szafert w Galerii Platon obejmie dwa kontrastujące, a zarazem dopełniające się cykle malarskie – pierwszy jasny, subtelny i pełen światła, inspirowany ulotną magią japońskiej codzienności, oraz drugi, bardziej surowy i refleksyjny odwołujący się do filozofii budo, dyscypliny i pracy nad sobą. Oba te cykle łączy poszukiwanie ciszy i uważności.

Praca nad tymi obrazami była dla mnie osobistym poszukiwaniem harmonii. Mój japoński świat podzieliłam na dwie części, odmienne w nastroju i sposobie malowania, ale wyrastające z tej samej fascynacji kulturą Japonii. Chciałabym, aby obrazy, które powstały, nie narzucały się, ale zapraszały do zwolnienia biegu, do ciszy, w której usłyszycie szelest jedwabiu, szum pola ryżowego i ważki w deszczu. Byście zatęsknili razem ze mną za powiewem wachlarza, kamieniami z ogrodu zen i ukojeniem w cieniu świątyni –
Sylwia Szafert.








Dzieła Artystki
platon/sylwia-szafert

oprac.©kkuzborska

14 października 2026

Tomalak Stanisław – Wojna totalna | Korozja porządku świata



15-28 października 2026, Centrum Olimpijskie, Galeria -1
Warszawa, Wybrzeże Gdyńskie 4



Prezentowany na wystawie cykl „Wojna totalna”, który artysta kontynuuje od lat, składa się z kilkunastu obrazów-obiektów wykonanych w unikatowej technice, polegającej na zatapianiu plastikowych figurek żołnierzyków oraz różnego rodzaju artefaktów w masie poliuretanowej.

Intencją Tomalaka nie jest rekonstrukcja historycznych bitew ani tworzenie katastroficznych wizji. Jego obrazy-obiekty są wolne od politycznych ocen i emocji, które zazwyczaj towarzyszą wojnom rzeczywistym. „Wojna totalna” stanowi raczej groteskową ilustrację absurdu rozwiązań siłowych. Tomalak „utylizuje” zabawki stworzone „do nauki zabijania”, często wykonane z najgorszej jakości plastiku. Jak stwierdził sam artysta: „pod warstwą akrylowej farby nikomu nie zaszkodzą”.

W jego korozyjnej technice zawiera się swoista metafora przemijania. Artysta zagęszcza materię, unika kolorów lokalnych, a powierzchnię obrazu poddaje mechanicznym zabiegom. Czynności destrukcyjne traktuje jako czynności twórcze, stosując kontrolowaną spontaniczność.


Zwiedzanie wystawy bezpłatne
codziennie w godz. 8-20.

Organizator: artinhouse/Tomalak

oprac.©kkuzborska

09 października 2026

Poverello. Święty Franciszek z Asyżu w rzeźbie, malarstwie...


1 października 2026 – 10 stycznia 2027
Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, Dziekania 1



Antoni Rząsa (1938-1980) Święty Franciszek, 1960-1961
drewno polichromowane, 174,5×40×6 cm


W 800. rocznicę śmierci św. Franciszka z Asyżu, Muzeum Archidiecezji Warszawskiej otwiera wystawę „Poverello”. To jednak coś więcej niż religijna opowieść o świętym – to spotkanie z Franciszkiem opowiedzianym przez sztukę, adresowane przede wszystkim do miłośników i pasjonatów malarstwa, rzeźby i grafiki. Kuratorzy zgromadzili na wystawie tak dużą i zróżnicowaną grupę wybitnych twórców, że „Poverello” ma szansę stać się jednym z ważniejszych wydarzeń artystycznych sezonu – niezależnie od tego, czy widz szuka duchowej refleksji, czy po prostu chce zobaczyć w jednym miejscu dzieła najznakomitszych polskich artystów kilku epok.

Na wystawie znajdują się prace Jana Matejki, Józefa Chełmońskiego, Jana Stanisławskiego, Jacka Malczewskiego, Antoniego Rząsy, Tadeusza Boruty, Jana Szczepkowskiego, Antoniego Michalaka, Jerzego Tchórzewskiego, Wiesława Szamborskiego, Józefa Wilkonia i wielu innych twórców reprezentujących zupełnie różne wrażliwości, techniki i epoki – od malarstwa akademickiego i młodopolskiego symbolizmu, przez sztukę powojenną, po współczesne interpretacje. Różnorodność – zestawienie dziewiętnastowiecznego realizmu z powojenną ekspresją i współczesną ilustracją – pokazuje, jak wielu artystów na przestrzeni wieków mierzyło się z postacią Franciszka, każdy po swojemu.

Ekspozycja opowiada o atmosferze Asyżu, która kształtowała świadomość młodego Giovanniego di Pietro di Bernardone, o odkrywaniu powołania i wyborze życiowej drogi, o umiłowaniu wszelkiego stworzenia towarzyszącym Franciszkowi przez całe życie, o poświęceniu drugiemu człowiekowi i umiłowaniu ubóstwa, wreszcie o wydarzeniach i cudach z jego życia oraz o transitus – przejściu z tego świata do wieczności. Wszystko to podane językiem sztuki: poprzez obrazy, rzeźby, grafiki, przedmioty rzemiosła artystycznego, medale, tkaniny i fotografie z siedmiu stuleci – od XIII do XXI wieku.

Honorowy patronat Arcybiskupa Metropolity Warszawskiego

* * *
Eksponaty pochodzą z ponad dwudziestu kolekcji muzealnych i klasztornych z całej Polski, w tym z Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Narodowego w Kielcach, Muzeum Narodowego we Wrocławiu, Zamku Królewskiego na Wawelu, Muzeum Śląska Opolskiego, Muzeum Mazowieckiego w Płocku, Muzeum Okręgowego w Toruniu, Muzeum Uniwersyteckiego w Toruniu, Muzeum Śląskiego w Katowicach oraz Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, a także ze zbiorów klasztorów franciszkańskich, w tym: Klasztoru św. Franciszka w Krakowie i Klasztoru Franciszkanów w Gdyni, oraz z licznych kolekcji prywatnych.
Swój wkład wnosi również kolekcja własna
Muzeum Archidiecezji Warszawskiej.


oprac.©kkuzborska

08 października 2026

Gostomski Zbigniew – Sztuka konceptualna



2 września – 1 grudnia 2011
Zaczyna się we Wrocławiu
Muzeum Wirtualne | Muzeum Współczesne Wrocław

Forma otwarta i nieskończona, 2011






148×103×9,8 cm, folia, pleksi, metal, druk cyfrowy na folii


Seria trzech lightboxów Zbigniewa Gostomskiego, która wykonana została na wystawę inaugurującą działalność Muzeum Współczesnego Wrocław Zaczyna się we Wrocławiu, stanowi kontynuację i podsumowanie dotychczasowych zainteresowań i doświadczeń artysty, które powracają w jego twórczości.

Jednym z nich jest pytanie o formę otwartą i nieskończoność, w tej serii prac wyrażone przy pomocy układu zbudowanego z sześcianów na podstawie szeregu liczbowego zwanego „ciągiem Fibonacciego”. Formuła Fibonacciego związana jest ze złotym podziałem, któremu od starożytności przypisywano szczególne wartości estetyczne.

Praca Zbigniewa Gostomskiego w szczególny sposób organizowała przestrzeń pierwszej wystawy
Zaczyna się we Wrocławiu, prezentowanej w Muzeum Współczesnym Wrocław w 2011 roku. Artysta ten często aranżuje swoje ekspozycje, podkreślając specyfikę przestrzeni wystawienniczej. Rysunek linii łamanej zmierzającej ku nieskończoności łączył się na wystawie z tytułowym neonem, wyznaczając kierunek biegu ekspozycji. Linia ta biegła jednakże w dwie strony, podkreślając nieskończoność figury koła, na planie którego zbudowany został schron, będący tymczasową siedzibą MWW.



Zbigniew Gostomski (1932-2017) był wybitnym polskim malarzem, artystą konceptualnym, fotografem oraz profesorem w Warszawie. Był również współzałożycielem Galerii Foksal. W swojej twórczości skupiał się m.in. na strukturach geometrycznych, powtarzalności oraz systemach matematyczno-logicznych, czego doskonałym przykładem jest motyw linii zmierzającej do nieskończoności.

Kurator: Lech Stangret


oprac.©kkuzborska

05 października 2026

Cohen Leonard – Hallejuah | Alleluja




Leonard Cohen – kanadyjski piosenkarz, poeta



Słyszałem, że był sekretny akord
I've heard there was a secret chord

Dawid grał i podobało się Panu
That David played and it pleased the Lord

Ale ty tak naprawdę nie interesujesz się muzyką, prawda?
But you don't really care for music, do ya?

Idzie tak: czwarty, piąty
It goes like this, the fourth, the fifth

Mały upadek, największy wzrost
The minor fall, the major lift

Zaskoczony król komponuje Alleluja
The baffled king composing Hallelujah

Alleluja | Hallelujah

Twoja wiara była silna, ale potrzebowałeś dowodu
Your faith was strong, but you needed proof

Widziałeś ją kąpiącą się na dachu
You saw her bathing on the roof

Jej piękno i blask księżyca ją powaliły
Her beauty and the moonlight overthrew her

Przywiązała cię do krzesła w kuchni
She tied you to a kitchen chair

Złamała twój tron i obcięła ci włosy
She broke your throne and cut your hair

I z twoich ust wyciągnęła Alleluja
And from your lips, she drew the Hallelujah

Alleluja | Hallelujah

Dałem z siebie wszystko, ale to nie było dużo
I did my best, it wasn't much

Nie czułam, więc próbowałam dotknąć
I couldn't feel, so I tried to touch

Powiedziałem prawdę, nie przyszedłem cię oszukać
I've told the truth, I didn't come to fool ya

I chociaż wszystko poszło nie tak
And even though it all went wrong

Stanę przed Panem Pieśni
I'll stand before the Lord of Song

Nie mając nic na języku poza Alleluja
With nothing on my tongue but Hallelujah

Alleluja | Hallelujah



oprac.©kkuzborska

03 października 2026

4. Festiwal Wiesława Ochmana


Festiwal
8-11 października 2026
MOK Centrum im. Adama Mickiewicza
Zawiercie, Piastowska 1

Sacrum & Profanum – Koncert otwarcia
Europejska muzyka sakralna i świecka
8 października 2026, godz. 18.30,
Bazylika św. Apostołów Piotra i Pawła
Zawiercie, Henryka Sienkiewicza 4



Jedną z głównych misji Festiwalu jest promocja młodych artystów.
W koncercie wystąpią więc debiutanci, ale także znani artyści, a przede wszystkim zaśpiewa Patron Festiwalu Mistrz Wiesław Ochman. Podczas koncertu udamy się w podróż sakralną oraz pieśniarską po Europie. Usłyszymy także utwory symfoniczne, w tym wyjątkowy, skomponowany specjalnie na to wydarzenie przez wybitnego polskiego kompozytora Gabriela Kaczmarka.

Wystąpią
Wiesław Ochman – światowej sławy tenor, patron festiwalu
Renata Dobosz – mezzosopran
Magdalena Halaba – mezzosopran
Małgorzata Kustosik – mezzosopran
Anita Maszczyk – sopran
Magdalena Pilarz-Bobrowska – sopran
Daria Sawczuk – sopran
Aleksandra Stokłosa – sopran
Bernard Stawarz – baryton


Gościem specjalnym będzie Krystian Ochman – tenor


Zaśpiewa Chór Festiwalu Wiesława Ochmana złożony z artystów mieszkających w powiecie zawierciańskim i regionie śląskim, przygotowany przez Leopolda Stawarza i Barbarę Czajkowską oraz zabrzański chór Resonans con Tutti przygotowany przez Waldemara Gałązkę i Arlenę Różycką-Gałązkę
Zagra organista – prof. Robert Grudzień oraz Jurajska Orkiestra Kameralna
Zadyryguje – Leopold Stawarz
Koncert poprowadzi dyrektor artystyczny Festiwalu – Oskar Świtała
Reżyser koncertu: Jarosław Świtała – pomysłodawca Festiwalu Wiesława Ochmana

Pełny repertuar dostępny w darmowym katalogu festiwalowym,
który rozdawany będzie podczas wydarzeń festiwalowych.