13 lipca 2026

Mirosław Kociński i Krzysztof Rozpondek


Koncept na cztery ręce

29 czerwca – 19 września 2026
finisaż: 20 września 2026, godz. 16.
Galeria BB, Kraków, Garbarska 24





Fotografie:
Mirosław Kociński

Wystawa Koncept na cztery ręce jest kolejną odsłoną naszego autorskiego projektu. Pierwotnie zaprezentowaliśmy razem swoje ceramiczne kompozycje (2022) w Wałbrzyskiej Galerii Sztuki BWA. Przygotowana wtedy ekspozycja, zatytułowana Podwojenie wyobraźni, dawała możliwość ukazania indywidualnych dokonań, ale stała się też okazją do postawienia wyzwania polegającego na próbie wzajemnej inspiracji. Rezultat okazał się nośny i wywołał gotowość do kontynuowania swego rodzaju partnerstwa, które niekoniecznie opiera się na konfrontacji, jest raczej formą dialogu, wynikającego głównie z zestawiania dwu- i trójwymiarowych realizacji. 

Stało się to powodem wspólnego uczestnictwa w zbiorowej wystawie Solo i w duecie. Wielogłos artystycznych postaw (NFM, Wrocław 2025). Miało też wpływ na dobór eksponatów i aranżowanie ekspozycji w przypadku cyklu wystaw Qunszt, w jakim wzięliśmy udział wraz z kilkoma kolegami z Wydziału Ceramiki i Szkła wrocławskiej ASP
im. E. Gepperta, którego jesteśmy pracownikami.

Tekst: Krzysztof Rozpondek

źródło: asp.wroc.pl



06 lipca 2026

Modesta Gorol – Anemochoria


17 lipca – 8 sierpnia 2026
wernisaż: 17 lipca 2026 roku, godz. 19.
Wrocław, Świdnicka 38a


Prezentowane grafiki wykonane są w technikach akwaforty i akwatinty, rozwijane poprzez malarskie interwencje, a także obrazy olejne oraz prace inspirowane muzyką. Wybrane realizacje również w technologii VR.
Modesta Gorol – twórczość artystki to poetycka, chwilami oniryczna eksploracja świata wyobraźni, w którym roślinne motywy, biologiczne formy i graficzna narracja splatają się w eksperymentalne kompozycje.
Artystka wizualna pracująca głównie w obszarze grafiki warsztatowej. Posługuje się technikami tj.: akwaforta, akwatinta i mezzotinta, łącząc je z malarstwem, akwarelą, dźwiękiem oraz technologiami VR. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu oraz Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu.

Więcej prac artystki: galeriam.com

oprac.©kuzborska

28 czerwca 2026

Pomiędzy otwartością a doświadczaniem


26 czerwca 2026
Wystawa i promocja monografii
"Scena Sztuki Intermedialnej 2008-2025"
Wrocław, Hubska 44, Galeria Browar Mieszczański


Zdjęcia©Jola i Zdzisław Nitka








Zdjęcia©Andrzej Dudek-Dürer












oprac.©kuzborska

26 czerwca 2026

Redakcja tekstów


Redakcja tekstów o dowolnej tematyce prac dyplomowych,
artykułów naukowych, literackich, poetyckich, książek, monografii, AI editing, referatów – szybko, zdalnie.
Na życzenie również skład i druk.
Także budowa blogów o sztuce, przykłady

Kompetencje
  • Redakcja tekstów, korekta, adiustacja
  • Skład publikacji, przygotowanie do druku
  • Wydawca publikacji
  • Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy i Wydawców, Warszawa
  • Członek Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy, Bruksela, do 2022

Kontakt: art.redakcja@gmail.com


25 czerwca 2026

Wojciech Weiss – Portrety, autoportrety, akty, wnętrza


2 czerwca – 12 lipca 2026
Muzeum Narodowe w Poznaniu
Aleje Marcinkowskiego 9

Przekrój uprawianych przez artystę technik graficznych poprzez kolejne popularne w jego twórczości motywy: portrety, autoportrety, akty oraz wnętrza z ukazanymi w nich postaciami, czy przedmiotami codziennego użytku. 


Wojciech Weiss, Autoportret I, 1925, drzeworyt,
papier żeberkowy, nr inw. MNP G 29641

Artysta eksperymentuje w nich, analogicznie do malarstwa, ze światłem, przestrzenią, grając dosłownością i iluzją. Najwcześniejsze z prezentowanych prac powstały w początkach XX w., podczas podróży Weissa do Francji i Włoch. Widać w nich wyraźne wpływy twórczości obcych malarzy, np. Henri Toulouse-Lautreca, czy też sztuki dawnej, szczególnie renesansu. 

*-
Wojciech Weiss, Córka, 1943, drzeworyt, papier, MNP G 29697

Choć Weiss zapisał się w historii sztuki przede wszystkim jako wybitny malarz, grafika zajmowała równie istotne miejsce w jego twórczości. Stanowi ona ważną część kolekcji Gabinetu Rycin i Rysunków Muzeum Narodowego w Poznaniu. Obecnie znajduje się w niej 91 prac na papierze – grafik i rysunków. Aż 70 z nich to prace nabyte w ciągu ostatnich kilku lat (2022–2024) bezpośrednio od rodziny artysty.















oprac.©kkuzborska

24 czerwca 2026

Delcy Morelos – Uterus in Uterus


28 czerwca – 30 sierpnia 2026
 Bozar Monumental Centre for Fine Arts,
Brussels Bozar – Palais des Beaux-Arts, Bruxelles




Mieszkająca w Bogocie (Kolumbia) Delcy Morelos zajmuje się malarstwem, rzeźbą i instalacją od ponad trzydziestu lat. Jej proces twórczy jest zakorzeniony w refleksji nad kolonialnym dziedzictwem i kosmologią obu Ameryk, które opisuje jako przeplatanie się materiałów, elementów i wiedzy. Po swojej pracy o tematyce ziemskiej „Eva” (2012), zaprezentowała „Ziemski Raj” (2022) na Biennale w Wenecji. W 2024 roku jej prace były wystawiane w Dia Chelsea w Nowym Jorku, Museo Moderno w Buenos Aires, Pulitzer Arts Foundation w St. Louis, Astrup Fearnley Museet w Oslo oraz CAAC Centro Andaluz de Arte Contemporáneo w Sewilli. W 2025 roku jej projekty obejmują duże instalacje w Hamburger Bahnhof w Berlinie i Muzeum Guggenheima w Bilbao. Delcy Morelos otrzymała Nagrodę Péreza w dziedzinie sztuki publicznej i designu obywatelskiego (2024), a także nagrodę ARTnews Award dla uznanej artystki roku (2024).



Delcy Morelos tworzy wielkoformatową instalację dla Horta Hall w Bozar. Czerpiąc inspirację z rdzennej wiedzy swojego kraju. Jej dzieła są pełne emocji, angażują zwiedzających przy pomocy wielu zmysłów. Jej monumentalne dzieło, prezentowane po raz pierwszy w Brukseli, jest dostępne bezpłatnie w sercu Bozar – Palais des Beaux-Arts. W tej monumentalnej i immersyjnej instalacji artystka czerpie inspirację z plecionki i gliny, techniki stosowanej w obu Amerykach, Afryce i Europie Środkowej od ponad 6000 lat.






Kuratorka: Emma Dumartheray Nowa


oprac.©kkuzborska

23 czerwca 2026

Scena Sztuki Intermedialnej


Relacje intermedialne
Pomiędzy otwartością a doświadczaniem
Wernisaż: 26 czerwca 2026, godz. 18.
Wrocław, Hubska 44, Galeria Browar Mieszczański

Wystawa i promocja monografii
"Scena Sztuki Intermedialnej 2008-2025"


Andrzej Dudek-Dürer, Sztuka Spodni 1969, Meta relacja…
Trwa montaż wystawy


Krzysztof Skarbek i jego dzieło


Małgorzata Kazimierczak i Andrzej Dudek-Dürer


Artyści: Andrzej Dudek-Dürer, Alicja Jodko, Marek Grzyb, Wojciech Pukocz, Krzysztof Skarbek, Jacek Kos, Urszula Gogulska-Kos, Mira Boczniowicz, Grażyna Jaskierska-Albrzykowska, Witold Owczarek, Michał Staszczak, Christos Mandzios, Magdalena Grzybowska, Marek Sienkiewicz, Grzegorz Niemyjski, Marek Ruszkiewicz, Anna Bujak, Hubert Bujak, Mariusz Kosiba, Krzysztof Wałaszek, Jerzy Kosałka, Mirosław Chudy, Tomasz Opania, Artur Skowroński, Małgorzata Kazimierczak, Jolanta Nikt, Zdzisław Nitka, Lech Twardowski, Viola Tycz, Maria Bitka, Tomasz Chołuj, Czesław Chwiszczuk, Michał Pietrzak, Lena Matoshniuk, Patrycja Mastej, Marcin Harlender, Renata Pacyna, Krystyna Szczepaniak, Edyta Purzycka, Marek Marchwicki, Ewa Martyniszyn, Andrzej Dakszewicz, Barbara Jankowska-John, Rafał Chojnowski, Mirosław Rajkowski, M.C. Salus, Jerzy Lajstowicz, Maciej Albrzykowski, Karolina Kalocińska, Marcin Derda, Alena Liavontsyeva, Tomasz Stępień, Arek Bagiński, Barbara Starzyńska, Jerzy Starzyński, Łukasz Zdęba, Marek Bułaj, Łukasz Samotyha, Wojciech Podgórski, Amelia Kosma Pietkiewicz, Gabriela Kwiatkowska, Kamila Kucharczyk, Eryk Niezabitowski, Alicja Portka, Julia Pałka, Brčiaková Barbora, Cyryl Kacprzyk, Natalia Borek, Jakub Wojnarowicz, Zuzanna Januchta, Kapiczak Weronika, Mielcarek Patrycja Anna, Bury Kamila Weronika, Gaładyk Nina, Gandor Magdalena Krystyna, Wiktoria Rybak, Jakub Wygnanski, Aleksandra Taratuta, Agata Kojro, Patrycja Daniłkiewicz, Michał Lorenczyk, Helena Wiśniewska, Hanna Ziarkowska, Julia Wiśniowska, Magdalena Sawicka, Alex Bielak

(…) Wspólna obecność i bycie razem ukonstytuowały nie tylko otwarte dzieło sztuki intermedialnej, ale i wydarzenie mieszczące się w pojęciu estetyki relacyjnej, o jakim pisał francuski kurator Nicolas Bourriaud. Relacyjność w kontekście twórczym jest być może największą, nieocenioną wartością Sceny Sztuki Intermedialnej, bo na jej fundamencie ugruntowana została wyraźna postawa, wyrosła z przyjaźni i poczucia wspólnoty, buntu i niezgody na sztywne ramy polityk kulturalnych, konsekwentnie dążąca do wolności i nastawiona na odkrywanie wciąż na nowo awangardowego potencjału w polu sztuki.

Scena Sztuki Intermedialnej 2008-2025
Monografia. Fragment tekstu Patrycji Sikory
Relacje intermedialne to nowa wystawa i zarazem zawarta w wydawnictwie historia kilkunastu lat wspólnych działań grupy artystów, przyjaciół. Relacje to wzajemne oddziaływanie; interpersonalne, mentalne, artystyczne, kulturowe, rodzinne, społeczne, grupowe itp. Pełniej odczuwamy własną obecność będąc w relacji i kontakcie z inną osobą. Istnieją relacje przyjacielskie, twórcze, inspirujące, budujące, uczące, niezwykłe lub trudne, nic nieznaczące, niszczące. Możemy również traktować relację jako coś mniej bezpośredniego, jako ślad bytu, kontaktu, brak, tęsknotę za utraconą osobą, kształt zapisany i zawarty w myśli. Relacja to również forma interakcji, manifestacji i bezpośredniej komunikacji pomiędzy artystami, jak również pomiędzy artystami i odbiorcami.

Istnieje postawa życiowa i twórcza charakteryzująca się gotowością do wymiany, doświadczania, przeżycia, otwartością na nowe wyzwania i poszukiwania. Przejawianie odwagi w podejmowaniu twórczych wyzwań. To elastyczność w myśleniu, brak sztywnych poglądów, rozpoznawanie życiowych kontekstów i transparentność w działaniu, gotowość do adaptacji w nowych sytuacjach. Postawa cechująca się potrzebą zrozumienia innych ludzi, zbliżenia się do nich, a także cechująca się bezinteresownym działaniem, tworzeniem, szczerością i tolerancją. (...)

Kuratorka wystawy: Małgorzata Kazimierczak


oprac.©kuzborska

11 czerwca 2026

Roman Wilhelmi (1936-1991)


Nie kocham teatru ani filmu, kocham siebie w nich 
 90 lat temu urodził się Roman Wilhelmi

6 czerwca 1936 urodził się Roman Wilhelmi, który już
w szkole teatralnej powtarzał: Kocham siebie w tym zawodzie.
Nie kocham teatru ani filmu. Lubię to. Urodziłem się po to,
by grać duże rzeczy. Dlatego chcę być aktorem.
Trzeba mieć na to siłę i ja ją mam.

Aktor Roman Wilhelmi w filmie "Wiano" w reżyserii Jana Łomnickiego
czerwiec 1963. Fot. PAP/CAF- Cezary Langda


„Wiele lat musiałem pracować na to, żeby grać tylko to, co jest dla mnie istotne, żeby przedstawienie było dla mnie, i dla tych, którzy przychodzą je oglądać, święte” – powiedział aktor, cytowany w książce Marcina Rychcika „Roman Wilhelmi. Biografia” (Axis Mundi, 2015). „Dyrektorzy i reżyserzy uważają, że jeśli raz obsadzą mnie w dobrej roli, to ja im potem powinienem z grzeczności »pyknąć coś małego«. Dobra, mówię, ale napisz mi na plecach, że ja to robię wyłącznie z przyjaźni do ciebie. Połowa się obraża” – opowiadał.

Do tych, co się nie obrażali, należał Stanisław Jędryka. „Mimo że w teatrze grał wielkie role, nie zapominał o filmach dla młodzieży. Nie brało się to tylko z jego stosunku do mnie, ale przede wszystkim z jego charakteru” – opowiadał Marcinowi Rychcikowi. „Ujął mnie tym, że chętnie wspominał o naszej współpracy w wywiadach” – podkreślił reżyser „Do przerwy 0:1”, „Wakacji z duchami” i „Stawiam na Tolka Banana”. „Nie miał w sobie nic z gwiazdorstwa. To był mądry człowiek, który miał naprawdę dużo do powiedzenia na temat warsztatu aktorskiego, życia w ogóle” – podsumował. 

Wiele lat musiałem pracować na to, żeby grać tylko to,
co jest dla mnie istotne, żeby przedstawienie było dla mnie,
i dla tych, którzy przychodzą je oglądać, święte.

Roman Wilhelmi urodził się 6 czerwca 1936 w Poznaniu,
w mieszczańskiej, katolickiej rodzinie bez żadnych tradycji aktorskich
– jako najstarszy z trzech synów Zdzisława i Stefanii.

„O mały włos a urodziłabym go w teatrze. Potem mówili: a dziwisz się, że masz aktora” – wspominała Stefania Wilhelmi w filmie dokumentalnym „Nie pasuje do Ciebie ta śmierć” (TVP Poznań, 1994). „Gdy zostawał sam, rozrabiał. Nie potrafiłam go ukarać. Patrzył mi głęboko w oczy i z miną skruszonego rozrabiaki, mówił: Mama, ja już nigdy tego nie zrobię” – opowiadała.

Po kolejnych awanturach rodzice oddali go do szkoły salezjanów w Aleksandrowie Kujawskim. Tam, zamiast nauczyć się dyscypliny, po raz pierwszy poczuł magię sceny. „Zetknąłem się ze szkolnym zespołem artystycznym. W jednej z kapliczek w kościele zrobiono scenę. Ksiądz Siuda, który wspaniale śpiewał, a za palenie papierosów golił nam głowy na glanc, potrzebował małego, lekkiego, łysego Chrystusika. Wsadzili mnie do kosza, nic nie kłamię, i przenieśli mnie z jednej kulisy w drugą. Ja pamiętam do tej pory szmer tamtej publiczności” – wspominał po latach Wilhelmi. „Od chwili, kiedy usłyszałem ten szmer, wiedziałem już, kim chcę być” – wyjaśnił.

W 1954 zdał do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Aleksander Zelwerowicz miał powiedzieć o nim, że „to największy talent aktorski, jaki objawił się po wojnie”. Jeden członek komisji egzaminacyjnej miał obiekcje do wzrostu Wilhelmiego – prawdziwy aktor powinien mieć metr dziewięćdziesiąt, a nie 165 cm – był to Adam Hanuszkiewicz.

Po studiach ukończonych w 1958 Wilhelmi zaangażował się do warszawskiego Teatru Ateneum, w którym pracował do 1986 roku. Potem – aż do śmierci – związał się z Teatrem Nowym w Warszawie, którym od 1990 kierował Adam Hanuszkiewicz.

Początki w Ateneum były trudne. „Przez siedem lat nie miałem na co zaprosić matki i ojca do teatru” – wspominał Wilhelmi. Aleksander Bardini przydzielał mu kolejne epizody, długo więc musiał czekać na entuzjastyczne recenzje krytyków teatralnych. Zanim te jednak przyszły, zyskał popularność dzięki serialowi telewizyjnemu” – napisała Agnieszka Niemojewska w artykule „Roman Wilhelmi. Utracjusz i perfekcjonista” („Rzeczpospolita”, 2020).

Kultowe postaci, decydujące o masowej popularności tych seriali, stworzył w „Czterech pancernych i psie”, „Karierze Nikodema Dyzmy” i „Alternatywy 4”.

„Z dzieciństwa zapamiętałem kolegów, którzy nie wierzyli, że mam ojca – Olgierda z »Pancernych«. Wprost z piaskownicy zaprosiłem całą czeredę do domu, wskazałem palcem na tatę siedzącego za stołem i powiedziałem: to on!” – opowiadał Rychcikowi Rafał Wilhelmi. Jego ojciec z kolei wspominał w wywiadach, że o ile Dyzmę trzeba było grać, to w „Czterech pancernych” wystarczyło być.

Choć aktor wystąpił tylko w sześciu pierwszych – z 23 ogółem – odcinkach serialu, dotknęło go również – podobnie jak Janusza Gajosa, który na planie „Pancernych” spędził 6 lat – „zaszufladkowanie”, objawiające się brakiem kolejnych propozycji.

„Na kolaudacji »Do przerwy 0:1« podniosły się głosy sprzeciwu, że nie wolno aktora, którego publiczność kojarzyła i akceptowała jako bohatera pozytywnego i patriotę z »Pancernych«, obsadzać w roli rzezimieszka, typka spod ciemnej gwiazdy” – wspominał reżyser Stanisław Jędryka, cytowany przez Rychcika. Wilhelmi w jego serialu – i w filmie „Paragon, gola!” – zagrał Romka Wawrzusiaka, przestępcę i głównego prześladowcę młodego piłkarza.

Przewidując takie konsekwencje, Wilhelmi odmówił udziału w „wskrzeszeniu” Olgierda Jarosza w postaci jego brata bliźniaka – bo również na taki pomysł wpadli twórcy „Czterech pancernych”, szukając możliwości powrotu aktora do coraz bardziej rozwijającego się serialu.

Odmówił również Janowi Rybkowskiemu, który zaproponował mu rolę Dyzmy. Ostatecznie przyjął ją, podpuszczony przez przyjaciela, Macieja Domańskiego, reżysera spektaklu „Wyspa” Athola Fugarda, brawurowo zagranego w warszawskim Ateneum (1979) przez duet Wilhelmi | Henryk Talar. 

Przez siedem lat nie miałem na co zaprosić
matki i ojca do teatru.

Kiedy Wilhelmi oznajmił Domańskiemu, że po raz drugi odmówił Rybkowskiemu, ten odpowiedział, że postąpił słusznie, „ponieważ producenci filmu znaleźli już właściwego Dyzmę”. „Błysnęło mu oko i z niecierpliwością zapytał: kto? Pomyśl tylko – jeśli nie ty, to jest tylko jeden aktor, który zrobi to dobrze – Jerzy Stuhr. Blefowałem oczywiście. Godzinę później Roman przyjął rolę, która zapewniła mu nieśmiertelność” – opowiadał Domański Marcinowi Rychcikowi.

„Dyzma to wspaniała postać” – mówił później Wilhelmi w jednym z wywiadów. „Ja naprawdę gram swoje marzenie. Bo chciałbym być Dyzmą, ale wiem, że nigdy nim nie będę. Dlatego tę rolę ludzie najlepiej rozumieją. Mam specyficzne poczucie humoru, przefiltrowane przez nie postacie negatywne nie są już aż tak jednoznaczne” – wyjaśnił.

„Jeśli uznać, że powieść Jerzego Kosińskiego »Wystarczy być« jest plagiatem powieści Dołęgi-Mostowicza, To Peter Sellers był kukiełką tylko przy kreacji polskiego aktora. Wilhelmi zdeprecjonował jego rolę” – ocenił Marcin Rychcik.

W serialu komediowym „Alternatywy 4” (1983) w reżyserii Stanisława Barei, wykreował blokowego dozorcę – „gospodarza domu” – co znów przyniosło mu uznanie publiczności, choć krytycy byli oszczędniejsi w pochwałach. „Przegraną najbardziej spektakularną, bo telewizyjną, był dozorca Anioł” – ocenił Krzysztof Demidowicz w tekście „Mężczyzna pod presją” („Film”, 1997). „Można odnieść wrażenie, że Wilhelmi sam siebie reżyserował, nie bardzo wiedząc, jak znaleźć klucz do śmieszno-groźnej postaci swojskiego zamordysty” – wyjaśnił.

„Korzystając z bogatego doświadczenia zawodowego, abstrakcyjnego poczucia humoru i autoironii, stworzył pyszną postać, esencję władzy ludowej” – nie zgodził się z taką oceną Rychcik w swej książce. Nim jednak dotarł do Dyzmy i Anioła, Olgierd Jarosz „uziemił” Wilhelmiego dla filmu na prawie 10 lat – pierwsze znaczące role to bandyta Antoni Pochroń w „Dziejach grzechu” Waleriana Borowczyka i kelner Robert Fornalski w „Zaklętych rewirach” Janusza Majewskiego. Oba filmy weszły na ekrany w 1975. W ocenie krytyków Pochroń Wilhelmiego był zdecydowanie bardziej barwną i głębszą postacią – budzącą nie tylko grozę i obrzydzenie, ale również śmiech – od literackiego pierwowzoru z powieści Stefana Żeromskiego.

Kreację Fornalskiego docenił sam autor „Zaklętych rewirów” Henryk Worcell, który – zastrzegając, że „rzeczywisty Fornalski wyglądał zupełnie inaczej” – stwierdził, że całkowicie akceptuje „tego, którego pokazuje Wilhelmi”. „Nie odtwarza Fornalskiego, on tworzy swojego, na którego nie sposób się nie zgodzić” – ocenił pisarz po obejrzeniu filmu.

Kreacja Wilhelmiego na wiele lat ostudziła zapał reżyserów do kolejnych adaptacji powieści Worcella. Odważył się na to dopiero w 2011. Adam Sajnuk, realizując spektakl w Teatrze Konsekwentnym – Fornalskiego zagrał Mariusz Drężek. „Wziąć rolę po Wilhelmim i podołać, to już jest coś. Jego kelner Fornalski z »Zaklętych rewirów« jest zbudowany na chamstwie podszytym histerią i wewnętrznym strachem, to brutal i sadysta świadomy, że gdy przestanie rządzić – zginie. Bardzo subtelnie pokazane jest tu swoiste napędzanie się do skurwysyństwa, plus mgnieniowe iskry lęku w oczach, natychmiast gaszone, i jeszcze niejasna i ciekawa miękkość pod twardoskórą powłoką… Świetna rola w dobrym, skromnym widowisku Adama Sajnuka” – ocenił Jacek Sieradzki w „Subiektywnym spisie aktorów teatralnych (sezon 2011/2012)”.

Był niepowtarzalny jako Nikodem Dyzma czy Stanisław Anioł,
ja chcę go jednak pamiętać z wybitnej roli Jerzego Fryderyka Haendla
w »Kolacji na cztery ręce«.

„Wielka szkoda, że nie było żadnej możliwości wypromowania filmu w Europie, gdyż dzięki tak opracowanej drugoplanowej roli aktor miałby szansę zaistnieć na arenie międzynarodowej. Oscar – to było jego wielkie marzenie” – podsumował Rychcik rolę Wilhelmiego w „Zaklętych rewirach” Majewskiego.

„To był też czas rosnącej fascynacji aktora stylem gry według recepty słynnego Actor's Studio w Nowym Jorku: nie grał, lecz żył rolą. Wzorował się na aktorstwie Marlona Brando, zwłaszcza na teatralnej scenie” – przypomniała Agnieszka Niemojewska.

Pierwszą ważną rolą teatralną Wilhelmiego był Stanley w „Tramwaju zwanym pożądaniem” Tennessee Williamsa w reżyserii Aleksandra Bardiniego w stołecznym Ateneum (1959). W tym teatrze, z którym związał się zaraz po studiach w warszawskim PWST, później zagrał wiele ról drugoplanowych i epizodycznych, ale również większych, m.in. Lowkę Krzyka w „Zmierzchu” Izaaka Babla w reżyserii Bohdana Korzeniewskiego (1967) i Willego w „Niemcach” Leona Kruczkowskiego w reżyserii Janusza Warmińskiego (1967). „Peer Gynt” Henryka Ibsena wyreżyserowany przez Macieja Prusa (1970), z Wilhelmim w roli tytułowej, został bardzo dobrze przyjęty w Norwegii, ojczyźnie dramaturga.

W Ateneum aktor z powodzeniem współpracował właśnie z Maciejem Prusem, czego efektem były kreacje w dramatach Stanisława Ignacego Witkiewicza – Prokuratora Scurvy'ego w „Szewcach” (1971) i Józefa Rypmanna w „Gyubalu Wahazarze” (1973); role Pozza w „Czekając na Godota” Samuela Becketta (1971) oraz Markiza Posa w „Don Carlosie” Fryderyka Schillera (1972) i Mefistofelesa w „Tragicznych dziejach doktora Fausta” Christophera Marlowe'a (1975).

„Stworzył Szatana wręcz nowatorskiego na tle istniejących w tradycji scenicznej możliwych wariantów. Jest to Szatan nie tylko smutny i pełen refleksji, ale przede wszystkim szczerze kochający Fausta” – napisał o tej ostatniej kreacji prof. Grzegorz Sinko („Kultura”, 1975).

O roli Petera w „Kuchni” Arnolda Weskera w reżyserii Janusza Warmińskiego (1972) Andrzej Hausbrandt napisał w „Ekspresie Wieczornym”, że Wilhelmi
„w jednej postaci zdołał połączyć poetyckość i trywializm, marzycielstwo
i prymitywizm, brutalną siłę i słabość pełną bezradności”.

W 1977 zastąpił Wojciecha Pszoniaka grającego McMurphy'ego w „Locie nad kukułczym gniazdem” Dale'a Wassermana, wyreżyserowanym przez Zygmunta Hübnera w stołecznym Teatrze Powszechnym.

„Wilhelmi był wprost sensacyjny. Nie grał awanturnika, dziwkarza i szulera, na przekór wszystkiemu walczącego
o ochronę osobowości i godności ludzkiej.
On nim był!” – ocenił Marcin Rychcik.

Warto zauważyć, że w tej roli zmierzył się nie tylko z Pszoniakiem, ale również z Jackiem Nicholsonem – film Milosa Formana miał swą polską premierę półtora roku wcześniej.

W latach 80. XX w. wykreował w Ateneum dwie duże role – Mackie'go Majchra w „Operze za trzy grosze” Bertolta Brechta w reżyserii Ryszarda Peryta (1980) i Dantona w „Śmierci Dantona” Georga Büchnera – spektaklu wyreżyserowanego przez Kazimierza Kutza (1982).

„Jego Danton jest postacią bardzo bogatą, prawdziwą i zastanawiającą. Aktor z dużym mistrzostwem potrafi podzielić życie swojego bohatera w płaszczyźnie wielkiego polityka i trybuna ludowego, przywódcy ugrupowania, któremu przewodzi, wreszcie męża i kochanka. Już od początku jednak widać, iż nad postacią tą zawisło pewne fatum, które zaprowadzi go na gilotynę. Dlatego tak prowadzi rolę, by zbytnio widza końcowym efektem nie zaskoczyć” – czytamy na stronie Encyklopedii Teatru Polskiego.

Roman Wilhelmi zmarł 3 listopada 1991 roku,
jest pochowany na warszawskim Cmentarzu Wilanowskim. Przeżył tylko 55 lat, a wykreował blisko 170 ról w teatrze, kinie i telewizji 1991 w każdą angażował się bez reszty. „Wiedział, że i tak będzie lepszy, gdy postać zaleje swoją lawą, wypełni swoim temperamentem, swoją radością grania. Był zjawiskiem wyjątkowym” 1991 wspominał Kazimierz Kutz. „Na zawsze pozostał łatwowierny, naiwny i próżny – jak dziecko. Nawet gdy mocował się ze sobą, ulegał słabościom, »szedł w Polskę« – było to zawsze bezbronne i dziecinne. Diabeł i anioł w nim mieszkali” – powiedziała Rychcikowi Barbara Wrzesińska.

„Był niepowtarzalny jako Nikodem Dyzma czy Stanisław Anioł, chcę go jednak pamiętać z wybitnej roli Jerzego Fryderyka Haendla w »Kolacji na cztery ręce«” – napisała Agnieszka Niemojewska.

W tym spektaklu, który miał premierę w Teatrze Telewizji 31 grudnia 1990, Wilhelmi wystąpił w Januszem Gajosem – jako Janem Sebastianem Bachem – i Jerzym Trelą, który grał Jana Krzysztofa Schmidta.

„Obserwowałem walkę dwóch gigantów historycznych i dwóch gigantów współczesnych” – opowiadał Rychcikowi Jerzy Trela. „Tę dysputę prowadzili w sposób bardzo nasycony, krwisty i precyzyjny. Istnieje wiele definicji dotyczących prawdy w teatrze i w filmie. Czymkolwiek jest owa prawda, Wilhelmi ocierał się o nią, więcej, dotykał jej. Na ambicję wynikającą z postaci Haendla, który za wszelką cenę chciał dominować nad Bachem, nakładała się mordercza praca Wilhelmiego” – wyjaśniał. „Nieustannie żonglował sobą. Przy poważnym stosunku do tego, co robi, miał instynktowne poczucie humoru na swój własny temat. Nakładał na postać dyskretny żart z samego siebie. To rzadkie, ponieważ zawsze chcemy ukryć swe przywary pod maską postaci. On się tego nie bał” – podkreślił Trela.

Paweł Tomczyk (PAP)

Źródło: dzieje.pl

10 czerwca 2026

Olena Matoshniuk i Adam Nowaczyk – Obecności


Wernisaż | Performance
11 czerwca 2026, godz. 18.

11 
czerwca  13 września 2026
Galeria Engram | Galeria Pojedyncza
Katowice Miasto Ogrodów
pl. Sejmu Śląskiego 2, Katowice

Wystawa Obecności
Oleny Matoshniuk i Adama Nowaczyka
stanowi rozszerzenie ich praktyk malarskich w kierunku działania,
które ją współtworzy w czasie rzeczywistym.
Artyści, operujący na co dzień obrazem, rezygnują z jego stabilności
na rzecz sytuacyjności i efemeryczności,
otwierając pole eksperymentu – jednocześnie osobistego i artystycznego.

W jego obręb zostaje włączony także widz,
zaproszony do współuczestnictwa w procesie,
w którym napięcie między widzialnym a odczuwalnym
nie jest jedynie przedmiotem obserwacji,
lecz doświadczeniem współdzielonym.


Punktem wyjścia jest kategoria obecności rozumianej nie jako stan oczywisty, lecz jako proces podlegający ciągłym przesunięciom, zanikom i intensyfikacjom. W tym sensie performans wpisuje się w charakterystyczne dla Oleny Matoshniuk zainteresowanie mechanizmami percepcji w warunkach napięcia i zagrożenia, gdzie doświadczenie „tu i teraz” ulega fragmentaryzacji i nakłada się na inne porządki czasowe. 

Jej wcześniejsze realizacje pokazywały, w jaki sposób codzienność zostaje przechwycona przez rytuały, komunikaty i powtarzalne gesty, wynikające z życia w stanie ciągłego oczekiwania na lepsze. Performanse artystki często opierają się na dosadnym milczeniu fragmentaryzowanym powstrzymaną ekspresją, w której cielesne reakcje odbijają się echem w ciężkich, niewygodnych dla ucha, często powtarzalnych, dźwiękach, intensyfikujących doświadczenie napięcia i obecności. W Obecnościach te same mechanizmy zostają przeniesione w obszar minimalnych działań i cielesnej współobecności.

Z kolei praktyka Adama Nowaczyka, zakorzeniona w refleksji nad statusem obrazu, jego materialnością i relacją z przestrzenią, znajduje tu swoją kontynuację poprzez dematerializację medium. Obraz nie znika, lecz ulega przemieszczeniu, stając się układem relacji: ciał, gestów, rytmów i napięć. To, co wcześniej funkcjonowało jako powierzchnia malarska, zostaje rozciągnięte na przestrzeń i czas, tworząc sytuację percepcyjną o zmiennej intensywności.

Choć praktyki Oleny Matoshniuk i Adama Nowaczyka wykazują formalne zbieżności, wyrastają z odmiennych obszarów doświadczeń i wrażliwości. Ich performatywne zderzenie, czy też napięcie między perspektywami staje się tu najistotniejszą wartością, otwierając przestrzeń dla nowych znaczeń.

Istotnym elementem projektu jest niemal hermetyczna przestrzeń galerii, zawieszona między tradycyjną funkcją a nieokreślonością. Jej ciemność i formalna niejednoznaczność nie stanowią jedynie tła, lecz aktywnie modelują doświadczenie, uruchamiając skojarzenia z miejscami przejścia, izolacji lub zagrożenia. W tym kontekście przestrzeń sama zaczyna funkcjonować jako uczestnik działania, jako coś, co nie tyle mieści obecność, ile ją generuje i warunkuje.

Koncepcja działania ujawnia się w swoistej redukcji: prostych gestach, pauzach, powtórzeniach, kontrolowanym oczekiwaniu. To właśnie oczekiwanie staje się jednym z kluczowych narzędzi w pracy artystów, jak i w doświadczeniu widza. W tej temporalnej szczelinie ujawniają się napięcia między tym, co jest, a tym, co dopiero może się wydarzyć. Obecności nie proponują zamkniętej narracji ani jednoznacznej interpretacji. Zamiast tego konstruują warunki, w których możliwe staje się doświadczenie obecności jako czegoś niestabilnego, podatnego na zakłócenia i negocjowanego w relacji z innymi.

W efekcie, powstaje sytuacja testowa zarówno dla artystów, jak i odbiorców, w której podstawowym materiałem okazuje się nie obraz, lecz chwilowa, krucha, ale intensywna relacja. To właśnie w niej ujawnia się możliwość innego sposobu bycia razem, czyli poza reprezentacją i w bezpośrednim doświadczeniu publicznej współobecności.

Olena Matoshniuk – absolwentka Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, studiów podyplomowych na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu, Łuckiego Narodowego Uniwersytetu Technicznego na specjalności design oraz indywidualnego programu nauczania w pracowni malarskiej Viry Konskiej. Laureatka Stypendium Prezydenta Ukrainy dla młodych artystów, stypendium Gaude Polonia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP oraz trzykrotnie Stypendium Prezydenta Wrocławia. Zdobywczyni I miejsca na 13. Triennale Małej Formy Malarskiej w Toruniu oraz II miejsca na 7. Ukrainian Competition in Contemporary Visual Art for Young Artists. Zwyciężczyni i dwukrotna finalistka konkursu Studencki Nobel w kategorii sztuka. Nominowana do Nagrody Roku ZPAP Wrocław oraz konkursu Artnoble. Autorka wystaw indywidualnych i uczestniczka licznych pokazów zbiorowych w kraju i za granicą oraz rezydencji artystycznych, warsztatów i plenerów. Zajmuje się malarstwem, performance i działaniami intermedialnymi. Członkini Związku Polskich Artystów Plastyków. Jej prace znajdują się w zbiorach Korsaks’ Museum of Contemporary Ukrainian Art, Krupa Art Foundation, Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej oraz prywatnych. 

Adam Nowaczyk (1976) – urodzony w Koninie. W latach 1997-2002 studiował na Wydziale Malarstwa Grafiki i Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Dyplom z malarstwa w pracowni prof. Jacka Waltosia. Od 2003 roku asystent, a od 2013 roku kierownik III Pracowni Rysunku. Profesor Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu. Zajmuje się rysunkiem, malarstwem, obiektem, działaniami dźwiękowymi i dźwiękowo-rysunkowymi. Jest też autorem kilku performansów. Współorganizator ogólnopolskiego projektu Teraz Rysunek. Współtworzył inicjatywę Laboratorium bez adresu, w ramach której współorganizował oraz kuratorował kilka wystaw i projektów artystycznych. Jest członkiem Rady Artystycznej Galerii Arteriern w Bełchatowie. Współpracuje z wydawnictwem muzycznym Antenna Non Grata i Wydawnictwem Akademii Muzycznej im. J. Paderewskiego w Poznaniu. Współpracował z wydawnictwem muzycznym Multikulti Project. Współtworzył Grupę Twórczą My, a od roku 2015 wraz z Marcinem Olejniczakiem kontynuuje działania dźwiękowe i dźwiękowo-rysunkowe. Brał udział w ponad 70 wystawach zbiorowych i indywidualnych. Zajmuje się również wykonawstwem muzyki chóralnej – Chór kameralny Musica Viva.
Z wyrazami szacunku
dr szt., mgr inż. arch. Michał Pietrzak
Prezes Okręgu Dolnośląskiego
Związku Polskich Artystów Fotografików


oprac.©kuzborska