Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

11 maja 2026

Lem Tomasz – Tajne przejście...


Tajne przejście do królestwa krasnoludków

Wywiad z Tomaszem Lemem

fragment

Bogdan Bondarenko: Panie Tomaszu, 12 września przypada 95. rocznica urodzin waszego ojca. Czy Stanisław Lem lubił obchodzić swoje urodziny? Zapraszał gości do domu, czy obchodził urodziny w rodzinnym gronie? Które urodziny, być może z jakiegoś szczególnego powodu, zapadły Panu w pamięć?

Urodziny ojca sprowadzały się do rodzinnej kolacji, w której przeważnie uczestniczył najserdeczniejszy przyjaciel ojca, pisarz Jan Józef Szczepański. Potem panowie zamykali się u ojca w gabinecie; w wyjątkowych okolicznościach wolno mi było im towarzyszyć. Było to wielkie święto także dlatego, że częstowano mnie wodą mineralną (w zakurzonej szklance z barku ojca). Przeżywałem wówczas okres fascynacji motoryzacją i całymi dniami przesiadywałem u zaprzyjaźnionego mechanika w garażu, toteż ojciec zapewne chciał poszerzyć moje horyzonty (panowie rozmawiali o literaturze i sytuacji środowiska literackiego w czasach Gierka). Z drugiej strony, moja obecność była niewskazana z uwagi na to, co mógłbym potem powtórzyć w szkole.

Pan się urodził, jeżeli się nie mylę, gdy ojciec miał 47 lat. Mówią, że późne dzieci rodzice bardzo rozpieszczają i bywają wobec nich nadopiekuńczy. A jak było w Pana przypadku?

Wyjątkowe były urodziny osiemdziesiąte, ich organizatorem było Wydawnictwo Literackie. Zaplanowano je niefortunnie na 11 września 2001. W trakcie wspaniałej uroczystości, urządzonej z wielką pompą, doszły nas wieści o atakach terrorystycznych w USA — z powodu tej tragedii uroczystość została „wygaszona”, a jej część artystyczna stonowana.

Swego czasu miałem zaszczyt przeprowadzić z Pana ojcem dłuższy wywiad. On wtedy powiedział takie zdanie: „Piszę książki, bo nic nie robić jest strasznie nudno”. Czy można powiedzieć, że jego egzystencją kierowało pragnienie żyć „nie nudno”?

Wydaje mi się, że główną motywacją ojca do pisania była ciekawość; książki w gruncie rzeczy pisał dla siebie, tzn. sam od siebie chciał się różnych rzeczy dowiedzieć. Fundamentalne pytania filozoficzne, na które być może nigdy nie poznamy satysfakcjonujących odpowiedzi, próbował prezentować w taki sposób, żebyśmy albo ujrzeli je w innym świetle, albo dowiedzieli się czegoś nowego o nas samych.

Ojciec rzeczywiście rozpieszczał mnie w dzieciństwie, kupując mi niezliczone ilości zabawek. Z perspektywy czasu myślę, że moje pojawienie się na świecie pełniło także funkcję listka figowego — ojciec bardzo lubił zabawki i już jako dorosły człowiek, a na dekadę przed moim przyjściem na świat, kupował je regularnie: modele kolejek, nakręcane roboty, modele samochodów, samolotów, piszczący banan, pozytywki. Poświęcał mi też sporo czasu, zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie, choć do jego gabinetu nie zawsze można było wejść, bo czasami przezornie zamykał się na klucz.


5 października 2016


oprac.©kkuzborska