Barbara Jankowska-John
Dzikość serca i tulipany
8 października 2026 – 13 stycznia 2027
Galeria Klubu Muzyki i Literatury we Wrocławiu
pl. gen. Tadeusza Kościuszki 10
Galeria Klubu Muzyki i Literatury we Wrocławiu
pl. gen. Tadeusza Kościuszki 10




Artystka należy do Związku Polskich Artystów Plastyków
Bezkresna przestrzeń. Niebo utkane chmurami. Leniwie zwisają nad ziemią. Powietrze parzy. A one suną majestatycznie. Przestrzeń niemalże nieograniczona. Horyzont to jedyna linia w pejzażu. Nic nie robi na mnie takiego wrażenia jak ogromna przestrzeń. Doświadczyłam tego kilkakrotnie i uczucie, które mnie wtedy ogarnia, nie ma sobie równych. Czuję ciszę, harmonię i spokój. Serce rośnie ze szczęścia. Tylko niebo, ziemia… i ja.Z rodzinnych przekazów zapamiętałam historię mojej babci Emilii. Mój ojciec zawsze z dumą opowiadał o tatarskim pochodzeniu swojej matki. Zapamiętałam ją jako smukłą, wiotką kobietę o poważnej, śniadej twarzy, długich, czarnych włosach i skośnych oczach. Zmarła, gdy miałam 7 lat. Po niej odziedziczyłam skośne oczy i zamiłowanie do rysowania. Wszystko musiało być utrwalone.
Rysowałam kwiaty, gałązki, wszelkie motywy roślinne, wzory i wzorki. „A Basia to ciągle te kwiatki i kwiatki…” – mówiła moja przyjaciółka ze szkoły podstawowej. No cóż, to było silniejsze ode mnie. Stąd wybór liceum plastycznego o profilu ceramika artystyczna, specjalizacja zdobnictwo. Potem PWSSP (obecna Akademia Sztuk Pięknych we Wrocławiu). Oczywiście, Wydział Ceramiki i Szkła. Aneks z malarstwa. Rzadko myślałam o moich korzeniach, tym bardziej że ojciec zmarł tuż po moim dyplomie. Był niezwykły, miał rozległe zainteresowania i to on zaszczepił we mnie miłość do ojczyzny, literatury i sztuki. W takiej właśnie kolejności.
Myślę, że moja potrzeba tworzenia to spuścizna po moich przodkach. Tatarzy polscy, gdy nie walczyli za swą nową ojczyznę, zajmowali się często rzemiosłem i ogrodnictwem. Niewielu wie, że słowa znanej pieśni (Hej, hej ułani) „Ułani, ułani malowani ludzie” dotyczą właśnie Tatarów. Ozdabiali swoje ubrania, buty, oręż motywami nawiązującymi do sztuki islamu. I choć przez lata, w procesie asymilacji utracili swój język, to stopniowo przejęli polską kulturę. Część przeszła na chrześcijaństwo, a część pozostała przy islamie, religii przodków. Dzięki dyrektorowi Klubu Muzyki i Literatury Ryszardowi Sławczyńskiemu poznałam tatarskiego poetę. Musa Czachorowski zachwycił mnie swoimi wierszami i poczułam tę samą dzikość serca i umiłowanie przestrzeni. Dzięki nim zanurzyłam się w historii Tatarów polskich. Poznałam, jak udało im się zachować ten rdzeń tożsamości. A ja odnalazłam odpowiedź na wiele tematów związanych z moją twórczością. Zachęcam do takich podróży między przeszłością a teraźniejszością.
* * *
Musa Çaxarxan Czachorowski – Stańmy się jednością
Odkrywanie sztuki – w sobie, wokół siebie – bywa jak odzyskiwanie swego pierwszego, dziecięcego świata. Świata wydobytego niespodziewanie z głębi pamięci, zapisanego niegdyś dawno zapomnianymi odcieniami, dźwiękami oraz literami. One są ważne, wszystko zresztą staje się ważne, o ile tylko nastąpi w odpowiednim momencie. Nagle te elementy zaczynają zaludniać pusty dotąd krajobraz, wypełniać życie, przywołując zaskakujące pogłosy i powidoki sprzed eonów lat, afirmując je, tworząc nowe, upiększające nas i uwznioślające wartości. Albo ich moc powala na kolana, łamie kręgosłup i niszczy istnienie.
Tak też bywa, gdy wielkość i niezwykłość fantasmagorii przerasta wyobraźnię. Dochodzi do tego, jeśli w łańcuchu przekazicieli nastąpi duchowa wyrwa. Wtedy barwy, dźwięki i litery nie przemówią. Step się nie zaludni, niebo pozostanie zachmurzone. Barbara Jankowska-John zna odcienie barw i dźwięków. Były w niej od zawsze, od samego początku dzieciństwa, które tak chętnie spędzała w wiosce dziadków w Małopolsce. Miejscowość niby zwykła, bo niewątpliwie wiele podobnych znajdziemy na mapie naszego kraju. Jednak w swej zwykłości trochę niezwykła, ponieważ założona jakoby przez tatarskich osadników – dzieci rozległych podniebnych przestrzeni, potomstwo Szarego Wilka, wychowane w łoskocie orlich skrzydeł. Tak więc projekcja podprogowa wciąż trwała, zapis się utrwalał i wzmacniał. Potrzebował jedynie czasu i sprzyjających okoliczności, aby się ujawnić.
Poznałem Barbarę poprzez literę. O tyle niepospolitą, bo arabską, zapisaną na jednym z jej obrazów. I dzięki tej literze zaczęliśmy wspólnie odczytywać przeszłość, która, całkiem możliwe, poprowadzi nas w przyszłość. Otworzyła bowiem bramę do wspólnoty doświadczeń praojców z wielu narodów, z wielu wyznań, tradycji i kultur, abyśmy odczuli i pojęli, a przynajmniej starali się pojąć to, co z natury rzeczy bywa niepojęte. Alif, lam, mim. Skąd się ta litera wzięła? Dlaczego? Co ma symbolizować? Czy jest intencjonalnym oznaczeniem płótna – płaszczyzny, stepu, przestrzeni – czy też przypadkowym, nic nieznaczącym zdobnikiem?
W niekwestionowanej polskiej rzewności Barbara nieśmiało – choć jednoznacznie – odnajduje we własnym genotypie pierwiastki wielkiego stepowego dziedzictwa, które wieki temu zadomowiło się tutaj i rozrosło. Tatarska krew krąży w tętnicach i żyłach słowiańskiej artystki. No, może nie zupełnie słowiańskiej, bo ubogaconej tatarskim oddechem i arabską literą. Dodajmy: literą świętą. Takimi literami zapisana została Święta Księga islamu, Koran, i każda z nich – pojedyncza oraz wszystkie razem – zawiera w sobie cząstkę świętości, posmak duchowości, zapowiedź poznania, wielkość zrozumienia. Czego? Gdy cokolwiek z tego na nas spłynie, natychmiast zyskamy świadomość. Będziemy wiedzieli. Chyba że Światłość wypali nam oczy.
Wspomniana tatarskość małopolskiej wioski, chociaż charakteryzująca się wieloma ciekawymi kontekstami, nie jest w Polsce zjawiskiem odosobnionym. W gruncie rzeczy śmiało można powiedzieć – lekko jedynie przesadzając – że bardzo tatarska ta nasza polska Polska. Nie rzuca się w oczy, nie dostrzegamy tego na co dzień, ale kiedy w miarę uważnie popatrzymy wokół, wówczas bez trudu na każdym kroku odkryjemy tatarskie ślady: historyczne i współczesne, materialne i naj zwyczajniejsze w świecie, lecz także głęboko uduchowione, przemawiające słowem, stygmatyzujące literą, z których każda znaczy znacznie więcej, niż znaczy. Kaf, ha, ja, ajn, sad. Najwcześniejsze polskie kontakty z przybyszami ze stepów sięgają pierwszej połowy XIII wieku. Wiązały się z najazdem Batu-chana, czyli w gruncie rzeczy Mongołów, ale chociaż armia była mongolska, to właśnie od niewielkiego, ale wyjątkowo bitnego plemienia Tatarów, zaczęto nazywać ją tatarską, wchodzących zaś w jej skład wojowników – Tatarami.
Z tamtego okresu pochodzą pierwsi osadnicy – nazwijmy ich już tatarskimi – na polskich ziemiach: wzięci do niewoli oraz pozostawieni ranni i chorzy stepowi wojownicy. Osadzeni zostali na Śląsku (m.in. w rejonie Raciborza) oraz w Małopolsce (m.in. w Mszanie Dolnej i okolicy) i bardzo szybko się zasymilowali. Do dzisiaj u wielu tamtejszych mieszkańców rozpoznać można charakterystyczne azjatyckie cechy: smagłą cerę, ciemne oczy, fałdę mongolską itd. Przetrwała pamięć na tyle mocna, że nawet teraz – po upływie tylu wieków – nazywani są Tatarami.
Później, w pierwszej połowie XV stulecia, gdy rozpadła się Złota Orda i powstał m.in. Chanat Krymski, wzajemne stosunki nabrały zdecydowanego rozmachu. Z tym oto sąsiadem – wielokroć naszym nieprzyjacielem, częstokroć sojusznikiem i wspólnikiem w rozlicznych przedsięwzięciach, np. handlowych i kulturalnych, zapisała Rzeczypospolita liczne karty wspólnej historii, w sumie naprawdę niezłej. Tatarzy zadomowili się na tutejszych ziemiach, przede wszystkim pełnili służbę wojskową pod sztandarami Rzeczypospolitej, byli tłumaczami królewskimi, kurierami, gońcami, kapłanami, prawnikami, lekarzami, naukowcami, szanowanymi rzemieślnikami oraz rolnikami i hodowcami. W pewnym momencie ich liczba sięgnęła nawet 200 tysięcy osób płci obojga.
Po drugiej wojnie światowej i będących jej następstwem zmianach granic państwowych, co do konało się w efekcie konferencji jałtańskiej w roku 1945, zmieniło się w zasadniczy sposób położenie tatarskiej społeczności. Została rozerwana i podzielona pomiędzy Polskę oraz sowieckie repu bliki: Litwę i Białoruś. Większość Tatarów – polskich Tatarów – niczym przed stuleciami ruszyła ze swych odwiecznych siedzib na Kresach w poszukiwaniu nowego domu. Jechali, często tygodniami i miesiącami, na Pomorze – do Olsztyna, Gdańska, Sopotu i Elbląga, albo dalej na zachód, do Szczecina. Część skręcała później na południe: do Szczecinka, Trzcianki, Gorzowa Wielkopolskiego, Poznania, Rybocic, Zielonej Góry. Docierali aż na zachodnie krańce państwa, m.in. do Wrocławia, Wałbrzycha, Jeleniej Góry, Oleśnicy, Zgorzelca, Krosna Odrzańskiego. No i dzięki temu nie ma w naszym kraju zakątka, który chociażby ociupinkę nie łączył się z Tatarami – historycznie albo współcześnie.
Są zarówno miejscowości z tatarskimi osadnikami, jak i rośliny – np. klon tatarski, zatrwian tatarski, tatarak, tatarka – a także rzeczy bardzo bliskie, codziennego użytku, m.in. czajnik, imbryk, sofa, tapczan, kiełbasa i kaftan. I rozmaite podania oraz legendy, np. o tatarskiej studni w Paczkowie, czarnej kozie w herbie Głuchołaz czy o tatarskim kamieniu nieopodal Nidzicy. Tym wszelako, co pozwoliło na przetrwanie zwartej tatarskiej mniejszości były dwie rzeczy: służba wojskowa w królewskich i własnych oddziałach oraz religia, islam. A skoro religia, to znaczy, że również jej Święta Księga zapisana arabskimi literami. Ta, ha. Wróćmy zatem do liter, jako że w nich ukryta bywa tajemnica. Sekret wszechrzeczy dostępny wyłącznie dla wtajemniczonych. Dla oświeconych. Tatarzy, również polscy, jako muzułmanie po sługiwali się literami – hurufami – arabskimi. Zapisywali nimi północnokresową polszczyznę, którą mówili na co dzień. Nic w tym dziwnego, wszakże na całym świecie obowiązywała powszechna zasada: „Czyja religia, tego język”, czyli alfabet. Stąd w katolicyzmie łaciński, w prawosławiu cyrylica, natomiast w islamie arabski.
Nasi Tatarzy używali arabskich liter głównie do tworzenia tekstów religijnych, odczytywanych obecnie przez naukowców z toruńskiego Centrum Badań Kitabistycznych. Dodajmy, że alfabet arabski stosowany był w języku tatarskim na Krymie oraz w Tatarstanie aż do lat 20. XX stulecia. Takie mieliśmy czasy, proszę ja kogo. Jednak co ze sztuką, co z obrazem i ową literą, stygmatyzującą ponoć, zapyta ktoś. Otóż, Tatarzy zajmowali się niegdyś – i niektórzy nadal to robią, niestety, bardzo nieliczni – sztuką tworzenia tak zwanych muhirów: malowanych, rysowanych, wyszywanych, bywało też tkanych obrazów o charakterze religijnych. Magicznym, ochronnym. Ich głównym motywem stawała się zazwyczaj litera – lub słowo – albo cały cytat z Koranu, oczywiście po arabsku. Gdyż tworzy nas litera. Litera po literze. Buduje w naszym jestestwie wartość słowa. One otwierają świat poza światami przed tymi, którzy ją doceniają.
Taki stan otwartości bez wątpienia spłynął szczodrze na Barbarę Jankowską-John. Dzięki jej tatarskim odniesieniom rodzinnym? Dzięki miłosierdziu Najmiłosierniejszego? Przez potęgę litery, która przetrwała na dnie języka, w gnieździe współczulnego dzieciństwa? Tak i w ten sposób bowiem Wszechmogący ukazuje swe znaki. Ta, sin, mim. Barbara czuje przestrzeń, widzi wewnętrznym okiem sine chmury spowijające szczyty gór Ałtaju, zalegające w ich kotlinach. Czuje smak spalonego słońcem stepu i szerokich rozlewisk w bujnych dolinach. Jest w niej łagodność i kategoryczność, nostalgiczne przenikanie się barwnych pasm oraz plam. Inne to oczywiście malarstwo, lecz z całą pewnością w wielu wymiarach pokrewne sztuce polsko-tatarskich artystów: Aleksandra Janowicza-Czaińskiego (1870-1941) oraz Olgi Piotrowicz (1909-2009). Przemawia po trochu w tym coraz bardziej odchodzącym w zapomnienie narzeczu delikatności odczuć, subtelności znaczeń, stonowanych namiętności, wieloznaczności pojęć, które dociera do nas w oczekiwaniu na odpowiedź. Jaką?
Odnajdźmy ją w swych sercach, jeśli nie lękamy się momentu próby. Stańmy się jednością. Alif, lam, ra. Alif, lam, mim; Kaf, ha, ja, ajn, sad; Ta, ha; Ta, sin, mim; Alif, lam, ra: są to litery zapisane na początku niektórych sur (rozdziałów) Koranu. Ich znaczenie znane jest wyłącznie Wszechmogącemu.
Musa Çaxarxan Czachorowski
Polski Tatar z Wrocławia, dziennikarz, poeta, który nie
stroni od prozy, redaktor naczelny kwartalnika „Przegląd Tatarski”,
przedstawiciel Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP na Dolny Śląsk. Tłumacz
i propagator tatarskiej literatury oraz historii. Idzie, biegnie przez życie
niczym po stepie, otwarty na wszystko, co dobre.
oprac.©kuzborska