18 sierpnia 2026

Leopold Gottlieb i Mela Muter – Odbite w sztuce


Leopold Gottlieb (1879-1934) – artysta, dla którego nie istniały granice państw i kultur, ograniczenia stylu i środowisk. W czasie swojego życia nieustannie w podróży związanej z artystycznym rozwojem, pokazywał swoje prace na całym świecie: od Lwowa, Krakowa i Warszawy, poprzez Wiedeń, Berlin i Paryż aż po Pittsburgh. Przyjaźnił się ze spotykającymi się w kawiarni La Rotonde – ówczesnym pępku artystycznej Europy – artystami z kręgu Ecolé de Paris i współtworzył paryską międzynarodową bohemę. Jego sztuka, wyrosła na pniu polskiego modernizmu i symbolizmu, ewoluowała ku wysublimowanej formie, ukazującej syntezę ludzkiej egzystencji, charakteryzującej się melancholiczną aurą wokół delikatnie zarysowanych sylwetek, rytmiczną kompozycją i subtelną kolorystyką, ograniczoną do odcieni różów, błękitów i brązów. W szczególności po doświadczeniu dramatów I wojny światowej w jego sztuce zaczęły coraz częściej gościć tematy dotyczące kondycji człowieka, jego miejsca w społeczeństwie, warunków pracy i wykluczenia.


Z wernisażu: Odbite w sztuce, fot. Michał Wielebski

Mela Muter (wł. Maria Melania Mutermilch) (1876-1967) Paryż. Działania w ramach projektu wpisują się w przypadającą w 2026 roku 150. rocznicę urodzin artystki. Pochodziła z zamożnej żydowskiej rodziny Klingslandów, która miała kulturalne zainteresowania i była wierna polskim niepodległościowym tradycjom. Jej ojciec, Fabian, był warszawskim przedsiębiorcą, który wspierał artystów i pisarzy, w tym Leopolda Staffa, Jana Kasprowicza i Władysława Reymonta. W 1899 roku artystka studiowała w warszawskiej Szkole Rysunku i Malarstwa dla Kobiet Miłosza Kotarbińskiego. Jednak w celu dalszego rozwoju w 1901 roku wyjechała do Paryża, gdzie pozostała już do końca życia.


Z wernisażu: Odbite w sztuce, fot. Michał Wielebski

Historia sztuki zalicza Muter do École de Paris, ale artystka wymyka się wszelkim powinowactwom i klasyfikacjom. Największą sławą cieszyła się w latach 20. XX wieku jako portrecistka osobowości tamtych lat: muzyków, polityków, pisarzy, wśród nich również noblistów. Muter okrzyknięto portrecistką psychologizującą, bo miała dar wydobywania z ludzi prawdy o nich samych. Nie lubiła tego określenia, a nawet się z nim nie zgadzała. Zwracała uwagę na inny aspekt. Portretowała tylko tych, którzy chcieli z nią szczerze współpracować „poprzez swój ładunek intelektualny i duchowy". Oprócz sław na swoich obrazach przedstawiała ludzi z marginesów społecznych. Wiek dojrzały przyniósł jej dramaty osobiste. Sztuka pomogła jej przejść przez śmierć rodziców, jedynego dziecka, przyjaciół, ukochanego Raymonda Lefebvre'a. Podczas drugiej wojny światowej musiała ukrywać się w Awinionie. Zawsze wrażliwa na los potrzebujących, także po wojnie im pomagała, zapominając o swoim trudnym położeniu, także materialnym.


Z wernisażu: Odbite w sztuce, fot. Michał Wielebski



15 sierpnia 2026

Dworski Jacek – Medalierstwo, rzeźba, rysunek


Urodzony we Lwowie (1937), mieszka we Wrocławiu
Studia w PWSSP Wrocław w latach 1956-1962.
Dyplom w pracowniach prof. Xawerego Dunikowskiego i doc. Apolinarego Czepielewskiego – z wyróżnieniem. Jako profesor zwyczajny Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu prowadził Pracownię Medalierstwa i Małej Formy oraz Pracownię Odlewniczą. Zajmował się medalierstwem, rzeźbą architektoniczną, małą formą rzeźbiarską i rysunkiem.

Artysta uzyskał liczne nagrody oraz wyróżnienia
w konkursach rzeźbiarskich (pomnikowych) i medalierskich
w kraju i za granicą. Realizacje wielu medali nagrodowych
(lanych), projektów monet dla NBP oraz projektów
medali bitych. Brał udział w Międzynarodowych
Sympozjach Małej Formy i Medalierstwa.



Prace artysty, wybrane




Stanisław Dawski, 2005, jednostronny, brąz lany, 118 mm





Alfred Jahn, 1995, awers, dwustronny, lany




Alfred Jahn, 1995, rewers, dwustronny, lany




Xawery Dunikowski, jednostronny, brąz lany




Józef Gielniak, jednostronny, brąz lany




Rok Mozartowski, Wratislavia Cantans, 1991




Wysoka łąka, 1983, jednostronny, brąz lany, 174×174 mm




Francis Bacon, 1999, brąz lany, patynowany, 200×315 mm




Józef Gielniak, statuetka



Rysunki – Rodzina i Przyjaciele









Wystawy indywidualne
1981  –  Galeria Spojrzenia, Wrocław
1991  –  Salon Sztuki Współczesnej, Wrocław 

Udział w wystawach zagranicznych
1966  –  Międzynarodowa Wystawa Rzeźby w Ceramice, Peruggia
1975-1976 – Polska sztuka współczesna, Düsseldorf, Stuttgard, Hanower
1977  –  Fi Dem, wystawa międzynarodowa, Budapeszt
1979  –  Fi Dem, wystawa międzynarodowa, Lizbona
1983  –  Fi Dem, wystawa międzynarodowa, Florencja

Udział w wystawach krajowych
1946-1990 – Zachęta, Warszawa
1990 – Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych we Wrocławiu
1990 – Ujęcia: Ewa Panufnik-Dworska, Jacek Dworski, BWA Awangarda, Wrocław
1992 – Kontynuacje, wystawa Okręgowa ZPAP, Wrocław
1997 – Świat Sztuki Ewy i Jacka Dworskich, Muzeum Medalierskie, Wrocław

Ważniejsze realizacje – płaskorzeźby
1974 – Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu
1980 – Laboratorium Wody we Wrocławiu
1979-1980 – Sanatorium w Lądku Zdroju, statuetki
1981-1999 – Międzynarodowy Festiwal Muzyki Warszawska Jesień, Orfeusz
1990-2000 – Wratislavia Cantans, Szermierz


Prace Artysty znajdują się w muzeach i kolekcjach
w kraju i za granicą.


Okno z deszczem

Właściwie to nie ma żadnego powodu, aby tak szczególnie
wyróżniać tę niewielką plakietkę Jacka Dworskiego,
która tyle właśnie przedstawia: że jest okno,
a za tym łukiem okna – co widać dzięki odemknięciu
połowy okiennicy – że deszcze padają.


Tak jakby zamyślenie nad tą właśnie wrocławską jesienią
Anno Domini 1996. Właściwie to ani okna, ani deszczu
na plakiecie nie ma. Jest parę wgłębień płaszczyzny,
parę prostych prostopadłych kresek i nieco kresek
do nich skośnie ustawionych i kilkanaście kropek.



Jeszcze ów łuk sklepiający plakietkę. Kilkanaście plakietek
obejmuje zwykle jakiś bardzo realistyczny motyw,
aby ukazać coś, co jest bardzo formalną grą
z mistrzowskim opanowaniem przestrzennego skrótu,
z takim operowaniem nacięcia powierzchni, zadrapaniem
lub wgnieceniem, które nieuchronnie prowadzą
do odczucia przestrzennych kategorii.

Inny cykl, niemniej przewrotny, z medalowego krążka czyni jakby instrument muzyczny, zaznaczając niby nuty, a może po prostu reprezentacje całkiem konkretnych dźwięków w postaci owych drgnień powierzchni brązu, lśnień i zmatowień. To już nie symbole, znaki, jakieś odniesienia, lecz tony, to nie medalowe krążki, lecz instrumenty. Nie wykluczam, że gdyby się wsłuchać w ich zaśpiew, gdyby ogrzać je w dłoni, dawałyby nam koncert nie mniej urzekający niż jakaś musica camerata.

Twórczość Jacka Dworskiego jest niezwykle muzyczna. To nie kwestia tematów-motywów z twórczością muzyczną związanych. Nie przytrafiły się one rzeźbiarzowi do opracowania jako medale od okazji do okazji.

Figurka Orfeusza tańczącego jest jednym z wyraźniejszych przykładów
zaklęcia w brązie melodii archaicznej pieśni. To, co jest znamienne dla rzeźb, konstrukcji, medali, plakiet, monet, rysunków, które tworzy Dworski, nie kończy się na owej zmysłowości odczuć jednocześnie dotykowych, wzrokowych i dźwiękowych. Każdy z jego utworów, nawet zdawałoby się superrealistyczny portret-rzeźba w wosku, jest grą o głębszym znaczeniu.
Jest to gra z całą tradycją rzeźbiarską, jaką dziedziczymy po antycznej
rewolucji greckiej. Przeglądanie się poprzez własne próby – rzeźbiarskie
eseje, w zwierciadle tej bogatej tradycji – jest właściwym środkiem,
jaki stosuje wrocławski celator. Jeśli bierze do ręki metal,
jeśli leje brąz, jeśli rzeźbi w drewnie lub w kamieniu,
czy też odciska w glinie, nie same te materiały go zajmują.
Przedmiotem, jaki opracowuje, nie jest też temat – który
rozpoznajemy na pierwszy rzut oka – lub prosty motyw.


Bawi nas złudzeniem, ale tak naprawdę rozgrywa subtelne interpretacje przestrzennych abstrakcyjnych fenomenów. Jedne są dawne, nieomal omszałe, inne aktualnie pociągające rzesze współzawodników. Jeśli widzimy kolekcję pompejańskich brązowych kandelabrów, to oczywiście nie będą to kopie ani kontynuacje tych archeologicznych przedmiotów, lecz znaczące odniesienia do najprostszych znaków księżyca, ludzkiej dłoni, liścia, i w końcu dowiemy się w ten sposób więcej o wrażliwości współczesnego artysty niż o sposobach bytowania i upodobaniach starożytnych Rzymian.
Kiedyś, gdy jeszcze nie znano wspólnego pojęcia dla dziedziny rzeźby, zastanawialibyśmy się, czy artysta jest bardziej sculptorem czy celatorem. Pewniejsi jesteśmy innych określeń, że jest rzeźbiarzem – którego sztuka jest wolna od krępujących doktryn – i jest humanistą o tej skali wrażliwości na ludzki los, która łączy współczucie i współodczuwanie z ludźmi, z osobami, ponad przedziałem czasów i ponad różnicami partykularnych kultur.

   Zbigniew Makarewicz

****
Tekst towarzyszył wystawie
Świat sztuki Ewy i Jacka Dworskich
7 listopada 1996 – 15 stycznia 1997
Muzeum Sztuki Medalierskiej we Wrocławiu


Zdjęcia, graficzne przygotowanie dzieł
i opracowanie artykułu
©kkuzborska