02 sierpnia 2020

Champollion Jean-Francois – Nieprzeciętnie zdolny lingwista

27 września 1822 Jean-Francois Champollion poinformował świat o odczytaniu egipskich hieroglifów wyrytych na kamieniu z Rosetty. Miał wtedy 32 lata.
Nikt wcześniej nie potrafił ich odczytać.


A☮ineko, praca własna
Hiéroglyphes, temple de Komombo

Champollion urodził się 23 grudnia 1790. Był wybitnie zdolny. Znał 16 języków, m.in.: greka, łacina, hebrajski, arabski, syryjski, koptyjski. Rozpoczął też naukę starochińskiego. Być może, ta rozległa wiedza z dziedziny lingwistyki pomogła mu później w odszyfrowaniu znaków starożytnych Egipcjan. Egiptem był zafascynowany od dzieciństwa, głównie dzięki bratu, który interesował się odkryciami w tym rejonie świata. Od momentu narodzin towarzyszyła mu legenda człowieka genialnego.

oprac.©kkuzborska

01 sierpnia 2020

Dróżdż Stanisław – Alea iacta est (2003-2005)

Dróżdż – wybitny twórca poezji konkretnej – zajmował się wizualizacją języka i jego analizą.


Dzieła artysty prezentowane są w ramach Kolekcji sztuki polskiej II poł. XX i XXI wieku w Muzeum Sztuki Współczesnej w Pawilonie Czterech Kopuł we Wrocławiu.
kadr filmu

oprac.©kkuzborska

31 lipca 2020

Włoskie wakacje – Lato Kina Hiszpańskiego

reż. James D'Arcy, 94’, 
Wielka Brytania, Włochy 2020
obsada: Liam Neeson, Lindsay Duncan,
Valeria Bilello


Malownicza wioska w Toskanii, lokalne wino, najlepsze risotto i włoskie słońce, które zmienia wszystko. Czy można wyobrazić sobie lepsze miejsce? Robert i jego syn Jack od lat utrzymują kontakt raczej sporadycznie, a jedną z niewielu łączących ich rzeczy jest rodzinna willa w Toskanii. 

Kiedy Jack wpada w finansowe tarapaty, postanawia odezwać się do ojca i namówić go do sprzedaży domu. Obaj chcą jak najszybciej załatwić sprawę, podpisać odpowiednie papiery i wrócić do swojego londyńskiego życia. Wszystko jednak komplikuje się, gdy na miejscu zamiast pięknego domu, który zapamiętali, zastają kompletną ruinę. Robert i Jack będą musieli spędzić razem więcej czasu niż zakładali i przeprowadzić gruntowny remont, aby sprzedać posiadłość. 

Wspólne prace idą naprawdę źle, ale zagubionym mężczyznom z pomocą przychodzą mieszkańcy pobliskiego miasteczka, w tym Natalia, właścicielka lokalnej restauracji. Z każdym kolejnym dniem Robert i Jack przekonują się, że tu czas płynie inaczej, to co wydawało się ważne, może poczekać, a Toskania to miejsce, w którym być może warto spróbować wszystkiego od nowa.

oprac.©kkuzborska

30 lipca 2020

Terlikowska Elżbieta – O nieznanym imieniu

10 czerwca – 11 października 2020
Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego
Wrocław, pl. Wolności 7a

Wystawa prezentuje ręcznie wyszywane oryginalne ornaty, które artystka przemienia w bogato zdobione prace, wysadzane kamieniami oraz zdobione kunsztownymi materiałami. Bogactwo tych dzieł ma przywodzić skojarzenie ze sztuką iberyjską. Artystka zdradza swoją fascynację obrzędowością kościelną, estetyką barokowych świątyń hiszpańskich i portugalskich, oraz odniesienia do sztuki japońskiej.

oprac.©kkuzborska

29 lipca 2020

Arczyński Stefan – Maestro polskiej fotografii

Artysta fotografik 31 lipca 2020 obchodzi 104 urodziny.



Stefan Arczyński z Januszem Stankiewiczem oglądają album zdjęć Mistrza

oprac.©kkuzborska

28 lipca 2020

Herbert Zbigniew – 22. rocznica śmierci poety

Dziś mijają 22 lata od śmierci jednego z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku.
zdjęcie/ źrodło: fundacjaherberta.com

28 lipca 1998 roku o czwartej nad ranem w Warszawie zmarł Zbigniew Herbert. Gdy umierał, nad miastem szalała gwałtowna burza. Starożytni bogowie, o których pisał w swoich wierszach, raz jeszcze wtargnęli w historię, aby go symbolicznie pożegnać. Jakby dla podkreślenia, że tytuł ostatniego tomu poety „Epilog burzy”, którym obwieścił swoją gotowość do wędrówki „na brzeg niedaleki” i żegnał się ze światem, nie był przypadkowy. Miejsce tytułowego wiersza, na którego brak w książce zwracali uwagę krytycy, wypełniła śmierć, pisząc własny bezwzględny epilog burzliwego życia Herberta, burzliwej twórczości, burzliwej choroby.
Burza była bowiem jego żywiołem. Burzą było jego życie – pełne niepokojów, konfliktów, porwanych akordów, często dalekie od „dobrze skomponowanej sonaty”. Wszak „człowieka bardziej określają słowa zaczynające się na nie: niepokój, niepewność, niezgoda” – pisał w liście do Henryka Elzenberga w 1952 roku. Dekalog jest oparty na „Nie” – przypominał ponad pół wieku później, pytany w jednym z wywiadów, dlaczego to słowo tak często pojawia się w jego wierszach. „Nie” dalekie od nihilizmu. Takie, które nie wymaga „wielkiego charakteru”, jest w gruncie rzeczy „kwestią smaku”, wiernością sobie oraz wyznawanym wartościom, zgodą na samotność, gdy wybrało się „trudną drogę pod prąd”.
Wyróżniał się z pokolenia poetów lat 50., w gronie których przyszło mu debiutować (m.in. Białoszewski, Grochowiak). Ich nie zaprzątała przeszłość, on składał jej hołd, w pamięci, tradycji i kulturze odnajdując żywe wartości; w odpowiedzi na ich fascynację brzydotą – odwoływał się do klasycznych wzorców piękna, rozwichrzeniu jednostkowości przeciwstawiał dystans do samego siebie; bliższa niż groteska była mu wieloznaczna ironia. Na nurtujące wojenne pokolenie pytanie: „czym jest jeszcze, a czym już nie jest poezja?”, odpowiadał: „poezja córką jest pamięci / stoi na straży ciał w pustkowiu”.
Ta sama pamięć towarzyszyła mu podczas licznych podróży do źródeł cywilizacji europejskiej. „Barbarzyńca w ogrodzie” zwiedzał muzea i świątynie; podziwiał piękno architektury i arcydzieła malarstwa; niespiesznie dreptał po uliczkach włoskich miast i rozkoszował się urokami francuskiej prowincji; ale wszędzie „niósł na butach popiół i glinę swojej pochmurnej ojczyzny”.
Pisząc kronikarskim i rzeczowym tonem o albigensach, templariuszach czy inkwizytorach, nie ukrywał, że sprawy na pozór odległe rozpatruje w świetle doświadczeń i przemyśleń człowieka współczesnego. Przegrana albigensów czy dramat templariuszy są tylko pretekstem i przestrogą, że to, co już się zdarzyło, może się znów powtórzyć. Podobnie rzecz się miała z tematami antycznymi i szekspirowskimi.
Pan Cogito, alter ego poety, próbuje wyrwać się z objęć bezwładu i bezkształtu, z uścisku nicości, z zaczadzenia niewolą. Nieci gniew i pogardę „dla szpiclów katów tchórzy”. Nie zalepia uszu woskiem, słysząc „głos poniżonych i bitych”. Używa wyobraźni jako narzędzia wolności. Daje świadectwo godności. Wskazuje „światło na górach”. By wreszcie – wraz z poetą przejść przez doświadczenie zmagania się z ciężką chorobą, starości, odchodzenia („Od pewnego czasu / Pan Cogito / nosi duszę / na ramieniu / oznacza to / stan gotowości”), godzenia się z nieuchronnością śmierci: „przecież bez końca / nie można / odkładać / w nieskończoność / wyjazdu na wakacje”.
Czy epilogiem rzeczywiście jest śmierć? Czy jednak „pamięć krucha”, która „udziela nieskończoności”, unieśmiertelnia. Pozostawiona dla nas poezja – tkanina tkana przez „krosna wierności”, która wraz z czółnem przeprawia się na drugi brzeg.
Źródło: Muzeum Literatury

oprac.©kkuzborska

Herbert Zbigniew (1924-1998) – Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy
czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów
Bądź wierny Idź

27 lipca 2020

Włodarczyk Adam – Witraż – mit światła i koloru

Przez wieki światło odgrywało istotną rolę w architekturze. Bez niego niewidoczny dla naszych oczu staje się kształt i kolor, zanika detal, przepada nastrój budynku. Jednym z doskonalszych przejawów współistnienia architektury ze światłem jest witraż.
Witraż Bóg Ojciec z kościoła franciszkanów w Krakowie
projektu Stanisława Wyspiańskiego


Jego obecność na kartach historii sztuki wynika ze specyficzną roli, jaką odgrywał w architekturze. Połączenie funkcjonalności, wyrazu artystycznego, treści duchowych i psychologicznego oddziaływania sprzyjało powstaniu unikatowego języka symboli i schematów postrzegania tej techniki przez społeczeństwo. Powszechnie witraż kojarzy się ze sztuką kościelną epoki średniowiecza, lecz jest to przekonanie powierzchowne, oparte na ogólnikowych skojarzeniach. Sakralny mit witrażu z przypisanym mu patosem, monumentalizmem i mistycyzmem nadal jest obecny w kulturze wielu narodów. Tymczasem, potencjał i moc ekspresji szklanych obrazów wykracza poza religijny charakter. 

Witraż hipnotyzuje ludzi niezmiennie od setek lat nadprzyrodzoną aurą, lecz interpretacje jego znaczenia mogą być uniwersalne. Wydaje się, że zapomniano o imponującym dorobku wybitnych mistrzów tej sztuki, których twórczość nieraz daleka była od tematyki religijnej. Również obecnie nie brakuje twórców, którzy szukają wyrazu artystycznego w barwnych refleksach szkła. To oni mają szansę dopisać do mitu kolejne rozdziały.

Geneza witrażu nie jest jasno określona, badacze dopatrują się początków tej techniki w starożytnych mozaikach. Znane są z okresu Cesarstwa Rzymskiego niewielkie ażurowe okna wykonane z gipsu, metalu, rzadziej z drewna, w których otwory wkładano przejrzyste plastry kamieni półszlachetnych i kwarców.

Prawdopodobnie podczas przygotowywania kamiennych kostek do mozaiki rzemieślnicy zainspirowani ich przejrzystością wpadli na pomysł zastosowania tego efektu do wypełniania niewielkich otworów doświetlających wnętrza mieszkalne. Tego rodzaju świetliki były dobrze znane na Bliskim Wschodzie, skąd przeniosły się wraz z ludami arabskimi do Europy. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego, jego dziedzictwo materialne przejęło Bizancjum.

Szczególnym uznaniem cieszyła się mozaika, która dzięki rozwojowi umiejętności produkcji różnorodnych rodzajów szkła była coraz rzadziej wykonywana z kamiennych kostek. Zapewne dlatego ten materiał pojawiał się częściej w ramach okiennych, dotychczas wypełnianych cienkimi panelami z alabastru, miki i opalu. Rozwój technologiczny pozwolił na początku średniowiecza wykonywać wystarczająco duże kawałki szkła płaskiego, by tworzyć z nich wielobarwne kompozycje witrażowych kwater.

Wyjątkowo precyzyjny przekaz na temat techniki witrażownictwa w tym czasie przedstawiał w 1100 roku Mnich Teofil, publikując Schedula diversarum artium, dzieło, które do dziś stanowi doskonałe źródło informacji na temat wszystkich sekretów witrażowego rzemiosła z XII wieku. Prawdopodobnie za sprawą tej publikacji sztuka łączenia kolorowych szkieł ołowianymi profilami stała się domeną wędrownych mnichów. Wraz z upowszechnieniem się stylu gotyckiego, przenosili oni swoje warsztaty od miasta do miasta, by tam szklić smukłe okna potężnych katedr.

Mroczne dotąd wnętrza romańskich świątyń wraz z nadejściem gotyku zalewało boskie światło migoczące dziesiątkami barw witrażowych okien. Architektura przestała być wówczas wyłącznie praktyczna – wzbogacał ją zdecydowanie bardziej rozbudowany program ikonograficzny. Każdy detal, zastosowana proporcja, kolor czy kształt w gotyckiej katedrze miał swoje specjalne miejsce i wyrażał symbolicznie ideę boskości. Ten artystyczny szyfr, wraz z liturgią odprawianą w języku łacińskim, nie ułatwiał popularyzacji nauk Kościoła katolickiego wśród niepiśmiennego ludu. Klucz do zrozumienia skomplikowanych treści, zawartych w słowach i znakach, był znany wyłącznie najwyższym klasom społecznym. Remedium na ten problem stała się edukacja obrazkowa, Biblia Pauperum – biblia ubogich. Przedstawiała sceny testamentowe w rytmie dywanowych wzorów witrażowych okien. Dziś można je porównać do stylistyki komiksów dedykowanych przeciętnemu odbiorcy.

fragm. prezentowanego wyżej witrażu

Niewykształcona część wiernych potrzebowała jasnego środka przekazu wizualnego, który przedstawiał omawiany fragment Pisma. Uproszczone rysunki, z przesadzoną mimiką i gestem, pozwalały bezpośrednio przedstawić teologiczne prawdy, a intensywny kolor kontrastowo zestawionych szkieł przyciągał uwagę widza. Mógł on „czytać” taką biblijną opowieść, spoglądając wprost w olśniewające promienie słońca, przepuszczane przez barwne witraże. Nadprzyrodzona aura szklanych kompozycji musiała działać niezwykle silnie na emocje wiernych zgromadzonych w świątyni. Było to szokujące zderzenie z raczej szarym i ponurym otoczeniem, w którym żyli na co dzień. Nieziemskie światło zalewało przestronne wnętrza pełne złota i intensywnych barw. Lecz jaki był cel takiej dekoracyjności, po co ktoś zadawał sobie tyle trudu i inwestował majątek w taki spektakl? Czy ostatecznym celem był wyłącznie zachwyt tłumu wiernych? Otóż, katedry były wizytówkami miasta, świadczyły o jego potędze, bogactwie i wyrażały pobożność jego mieszkańców.
Witraż pełnił w szczytowym okresie swej popularności rozmaite funkcje w skomplikowanej machinie psychologicznej, jaką była gotycka katedra. W ciągu dnia w jej murach gromadziła się liczna grupa wiernych na wielogodzinne nabożeństwa. W związku z tym najbardziej oczywistym powodem umieszczenia witrażu w budynku było zabezpieczenie wnętrza przed wpływem czynników atmosferycznych. Z technicznego punktu widzenia te przeszklenia, wypełniające otwory okienne, były czysto funkcjonalne, miały bowiem doświetlać wnętrze i zabezpieczać je przed chłodem, wiatrem i wodą. [...]


oprac.©kkuzborska

26 lipca 2020

Kozłowska Barbara (1940-2008) – Wszystko to możesz...

Wszystko to możesz zobaczyć gdziekolwiek
17 lipca – 29 września 2020, Muzeum Współczesne
Wrocław, pl. Strzegomski 2a
Barbara Kozłowska, Arytmia, 1980 
dokumentacja performansu, kolekcja MWW

Marika Kuźmicz 
Barbara Kozłowska. Wielka podróż
urodziłam się w polsce wystawiałam dużo i zawsze tam gdzie nie chciałam wystawiać tam gdzie chciałabym wystawiać nigdy nie wystawiałam wyjeżdżałam podróżowałam występowałam wyjeżdżałam tam gdzie chciałam wyjechać z ważnych artystycznych powodów podróżowałam wszystkimi dostępnymi środkami lokomocji jak najdalej występowałam na plażach w galeriach i na video budowałam przenosiłam powtarzałam coś tam budowałam modele teoretyczne pojęć jakichś tam przenosiłam linię graniczną na księżyc i gdzieś tam powtarzałam zawsze te same banalne zdania o sztuce i rzeczywistości albo zawsze tę samą banalną prawdę o sztuce pisałam oczywistości o czymś tam brałam udział w wystawach w polsce rumunii wielkiej brytanii włoszech jugosławii podróżowałam na syberię do wielkiej brytanii na maltę do włoch jugosławii francji 



To głos Barbary Kozłowskiej (1940–2008) o niej samej. W takiej właśnie formie, bez znaków przestankowych i wielkich liter, jako swego rodzaju tekst-obiekt, autobiogram często towarzyszył jej wystawom. Pozornie lakoniczny, mówi o sprawach dla niej najważniejszych: ruchu, podróży, przestrzeni i jej przemierzaniu, o badaniu „zwykłej” rzeczywistości, niezmiennie ją zajmującej. Pobrzmiewa w nim pewna prowokacyjna ambiwalencja, podobnie jak we frazie: „Wszystko to możesz zobaczyć gdziekolwiek”, którą Kozłowska opisywała swoją twórczość i której używała jako zdania dzieła, zdania manifestu, zdania klucza, który otwierał jej sztukę zbudowaną z nieustannej obserwacji codziennych zjawisk i siebie samej wobec nich. W biogramie interesujące jest także to, w jaki sposób objawia się w nim podmiot. Tego rodzaju osobiste, personalne ujęcie, z jakim mamy do czynienia, sposób pisania w pierwszej osobie, prosty, zrozumiały dla szerokiego kręgu odbiorców komunikat niemal nie zdarzał się w polskiej sztuce w latach 70. czy 80. W tekstach artystów dominował język paranaukowy i pojawiały się bardzo częste próby komplikowania na poziomie komunikatu prostych w gruncie rzeczy spraw. Pisanie Kozłowskiej o jej sztuce było wyraźnie nastawione na autentyczną komunikację z odbiorcami. Artystka pisała o swojej twórczości dużo, ale tylko niewielka część z tych tekstów została opublikowana. 

25 lipca 2020

Promna Marlena − Ogród naturalny

7 lipca − 6 września 2020
Muzeum Architektury we Wrocławiu
Bernardyńska 5

Łąka, 2019, akryl na płótnie, 300×180

Ogród naturalny Marleny Promnej to malarska reminiscencja − konfrontacja młodzieńczej fascynacji krajobrazem i współczesnej wizji ogrodu urbanistycznego. Główną inspiracją wystawy są żywe dzieła holenderskiego plantatora i projektanta Pieta Oudolfa.Widoki to seria czterech monumentalnych dyptyków, przedstawiających popularne motywy: polana, rzeka, łąka, dolina. Powstały w wyniku rodzinnej pasji do turystyki górskiej.
Druga część wystawy nawiązuje do projektu ogrodu naturalnego High Line w Nowym Jorku. W seriach Kadry i Detale prezentuje ogólny układ przestrzenny i kosmopolitycznego klimatu miejsca. Artystka jest członkiem ZPAP.

Źródło: ma.wroc.pl

oprac.©kkuzborska