Westerplatte
87. rocznica wybuchu II wojny światowej
1 września 2026
Drogi Narodzie, Polki, Polacy, Szanowny Panie Marszałku,
Drogi Panie Premierze, Panie Ministrze, Szanowna Pani Prezydent
Miasta Gdańska, Drodzy Generałowie, na czele z szefem Sztabu
Generalnego Wojska Polskiego, Drodzy Goście, Szanowni Państwo
Drogi Panie Premierze, Panie Ministrze, Szanowna Pani Prezydent
Miasta Gdańska, Drodzy Generałowie, na czele z szefem Sztabu
Generalnego Wojska Polskiego, Drodzy Goście, Szanowni Państwo
Pamięć o 1 września wymaga od nas prawdy i odpowiedzialności, a prawda ma swoje symbole, ma swoje fakty, prawda ma też swoje znaki. Z całą pewnością najważniejszym symbolem dla Polaków, jednym z najważniejszych dla całej II wojny światowej, jest Westerplatte. Westerplatte, na którym heroiczni, bohaterscy żołnierze polscy – ta niewielka garstka ponad 200 żołnierzy polskich – nie tylko walczyli z przeważającą siłą niemieckiego wroga; walczyli na lądzie, bronili się przed atakiem z powietrza i z wody. Tu na Westerplatte wykuwał się także archetyp polskich postaw w czasie całej II wojny światowej na wszystkich szerokościach geograficznych, gdzie polski żołnierz walczył o wolność innych narodów, ale gdzie umierał zawsze tylko dla Polski.
Szanowni Państwo, znakiem Westerplatte jest Cmentarz Żołnierzy Wojska Polskiego na Westerplatte, który powstawał w bólach. Przez kolejne dekady szczątki żołnierzy z Westerplatte taplały się w błocie i krzakach Westerplatte, Polska po nich nie sięgnęła. A gdy szukaliśmy ich w Muzeum II Wojny Światowej razem z archeologami, wielu to krytykowało.
Prawda ma swoją cenę także w XXI wieku, ale zawsze warto tę cenę zapłacić, bo dzisiaj wspólnie z panem premierem mieliśmy okazję, wielki zaszczyt i honor oddać cześć naszym żołnierzom. Tak jak Westerplatte jest symbolem walki, tak symbolem niezasłużonego cierpienia jest Wieluń – miasto zbombardowane przez Niemców we śnie. Ten symbol walki i symbol cierpienia mówią tak wiele o II wojnie światowej.
To, co jednak najważniejsze, co trzeba pamiętać, to że 1 września 1939 roku rozpoczęła się hekatomba, pandemonium.
1 września było bramą do hekatomby i pandemonium wyrządzonych narodowi polskiemu przez Niemców i przez Sowietów. Sześć milionów zamordowanych polskich obywateli, 17 procent obywateli II Rzeczypospolitej – co szósty Polak; wśród nich blisko 90 procent cywilów.
Spójrzcie Państwo dookoła – co szósty Polak zginął w czasie II wojny światowej. O tym nie możemy zapomnieć – nie możemy zapomnieć tu na Westerplatte i nie możemy zapomnieć każdego dnia, podejmując nasze decyzje. I choć wielu z Państwa powie, że to są fakty dobrze znane na temat II wojny światowej, to prawda i odpowiedzialność wymagają z jednej strony ich powtarzania, ale z drugiej strony wymagają od dziś rządzących także świadomości, że istnieje prawda o II wojnie światowej, która jest tak słabo słyszalna u naszych zachodnich sąsiadów – u naszych sojuszników w Berlinie, w Niemczech. Prawda, której nie zna albo nie chce poznać Europa. Prawda, która nie dociera za Atlantyk. Prawda, z którą wielki problem mają niestety także dzisiaj rządzący.
Musimy wszyscy powtarzać i uzmysłowić sobie, choć to boli, ale jest potrzebne, że Niemcy nie potrzebowały Adolfa Hitlera, żeby gardzić Polską, Polkami, Polakami i polskością. Przykładów na to jest za wiele. Już w XIX wieku liberalni literaci, politycy, wielkie marki liberalnej pruskiej literatury z pogardą pisali o Polsce, Polakach, Polkach, o polskości, mówiąc o nas, że jesteśmy „Irokezami ze Wschodu”.
Kontynuatorką tej antypolskiej histerii i antypolonizmu była demokratyczna już Republika Weimarska, w której antypolonizm był w centrum kultury politycznej. Antypolonizm był tym, co łączyło lewicę z prawicą przez niemieckich liberałów w demokratycznej Republice Weimarskiej. Przykładów tego jest wiele. W 1920 roku, gdy Polacy bronili się przed bolszewikami – bronili i Europy przed bolszewikami, i weimarskich Niemiec przed bolszewikami – szef Reichswehry, Hans von Seeckt, pisał wprost, że „jeśli diabeł będzie chciał zabrać Polskę, to powinniśmy w tym mu pomóc”. Takie same słowa wypowiadali niemieccy dyplomaci w okresie międzywojennym, laureaci Nagrody Nobla, kanclerz Niemiec Joseph Wirth, który pisał i mówił wprost z nieskrywaną do Polaków agresją, że Niemcy znów muszą stać się sąsiadem Rosji, a Polska musi zostać zdruzgotana. Rosja zresztą w okresie międzywojennym – ta bolszewicka, dojrzewająca do ogromnego, przerażającego sowieckiego totalitaryzmu – była głównym partnerem Republiki Weimarskiej. To zbliżenie trwało długo przed tym, gdy przyszedł Adolf Hitler i gdy podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow. W 1931 roku Republika Weimarska była największym handlowym partnerem Związku Sowieckiego i ta współpraca trwała na dobre.
Przypominają się, Drodzy Państwo, relacje już z XXI wieku, gdzie tuż przed katastrofą, której świadkiem i współuczestnikiem jesteśmy dzisiaj, historia się powtórzyła, gdy polski prezydent śp. Lech Kaczyński, gdy Polska, gdy politycy przestrzegali przed tym, czym są handlowe, finansowe relacje z Federacją Rosyjską, a Niemcy i Europa nie słuchali. Inwestowali kolejne miliony euro w Federację Rosyjską, która wywołała kolejną wojnę.
To wszystko – ta histeria, pogarda Prusaków i demokratycznej Republiki Weimarskiej – doprowadziło do tragedii II wojny światowej. Wszystko to wydarzyło się, zanim podpisano pakt Ribbentrop–Mołotow, zanim Adolf Hitler w Obersalzbergu krzyczał do oficerów niemieckich: „Bądźcie bezlitośni, bądźcie brutalni, zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem”, zanim były Westerplatte, Wieluń, Warszawa i Kępa Oksywska. Politycy nie zauważyli tego, co się dzieje, albo nie reagowali; nie mieli odwagi, nie ponieśli odpowiedzialności.
Dziś, w XXI wieku, w 2026 roku, kiedy – jak wierzę – z naszymi zachodnimi sąsiadami mamy tego samego wroga, czyli Federację Rosyjską, która destabilizuje całą sytuację w naszym regionie i morduje znów tak jak przed wiekami i dekadami.
Dziś, kiedy wspólnie z naszymi zachodnimi sąsiadami jesteśmy w Unii Europejskiej i w Sojuszu Północnoatlantyckim, potrzebujemy odwagi cywilnej, potrzebujemy odpowiedzialności, potrzebujemy zdecydowania polskich polityków i niemieckich polityków.
Powiem więcej: potrzebujemy też odwagi cywilnej i służenia Rzeczypospolitej Polskiej ze strony niemieckich stronnictw w Polsce. Potrzebujemy też zrozumienia tej sytuacji przez wszystkich historyków i polityków wychowanych przez niemieckie fundacje, bowiem odpowiedzialność jest zbyt wielka. Wszyscy musimy być razem i rozumieć pełnię historii II wojny światowej i drogi do 1 września 1939 roku. Potrzebujemy realizacji naszego układu o dobrym sąsiedztwie sprzed 35 lat.
Jeśli Europa ma być razem, jeśli sojusz ma być realny, jeśli dobre sąsiedztwo albo przyjaźń ma być realizowana, potrzebujemy w końcu czynów, a nie tylko pięknych i okrągłych słów.
Bo nie można – Szanowny Panie Premierze, Drogi Panie Ministrze, Drodzy Państwo – przejść obojętnie wobec tego, że 35 lat od podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie z naszymi dzisiejszymi sąsiadami z zachodu wciąż nie mamy pomnika poświęconego polskim ofiarom II wojny światowej w Berlinie; zamiast niego stoi kamień przywieziony przez ciężarówkę.
Dziękuję wszystkim Polakom, dziękuję wszystkim Niemcom, którzy zabiegają o to, aby ten pomnik powstał. Ale to nie jest realny sojusz i realna przyjaźń, jeśli nie możemy postawić pomnika polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie, jeśli polska mniejszość w Niemczech nie ma takich samych praw jak mniejszość niemiecka w Polsce, jeśli Dom Polski w Bochum nie może powstać. To mamy prawo obawiać się, czy dzisiaj nasi zachodni sąsiedzi poza okrągłymi słowami, pięknymi gestami i wspaniałymi deklaracjami nie traktują nas tak jak Republika Weimarska. Czy za moment poza tymi deklaracjami nie zaczną robić biznesu z Federacją Rosyjską tak jak w XXI wieku.