23 maja 2026

Constantin Brâncuși (1876-1957) – Rzeźba



Constantin Brâncuși, Pocałunek, 1907
Muzeul de Arta Craiova, Krajowa


Constantin Brâncuși życie i twórczość

Pisanie o artyście, jakim był Constantin Brâncuși, wymaga spowolnienia myśli, aby uchwycić wyjątkowość tej postaci i jego perspektywy myślenia o przenikającym go świecie. Kiedy zabrzmią nam w uszach takie nazwiska jak: Cioran, Eliade, Noica, Stăniloae, to pierwsze i pewnie właściwe skojarzenie prowadzi nas do kultury rumuńskiej; ekstraklasy intelektualnych osobowości XX wieku. W tej panoramie twarzy i myśli postać Brâncușiego – tradycjonalisty i eksperymentatora – nabiera swoistego kolorytu i wydaje się nieoceniona dla współczesnej rzeźby. Artysta, którego przenika bogactwo światów i horyzontów, za którymi skrywał się powściągliwy w słowach Rumun, przyszedł na świat w miejscowości Hobita, około dwudziestu kilometrów na zachód od Târgu Jiu, jako drugie z czworga dzieci Marii Deaconescu i Radu Niculae Brâncuşiego. Rozpoczął naukę w szkole podstawowej w Pestisani, a później w Brădiceni. Podjął studia artystyczne w Școala de Arte și Meserii (1894-1898), a następnie kontynuował edukację w Școala Națională de Arte Frumoase w Bukareszcie (1898-1901).


Amadeo Modigliani, Portret Constantina Brâncuşiego
1909, Abelló Collection, Madrid

Był człowiekiem, który zrewolucjonizował nowoczesną sztukę. Wydaje się to niewiarygodne! A mianowicie, że Brâncuşi był wieśniakiem, któremu udało się zapomnieć to, czego nauczył się w szkole, i w ten sposób odnaleźć duchowy świat neolitu – tak jego wyjątkowa twórczość znajduje swoje wytłumaczenie. Najważniejsze jest to co w sposób niezwykle głęboki naznaczyło duszę młodego człowieka, udającego się w żmudną drogę ku przygodzie, jaką jest sztuka. Rzeźbiarz zachowa przez całe życie w pamięci atmosferę rodzinnego domu. Ojciec był surowy i małomówny, matka szczupła i wątła. Czuł się głęboko przywiązany do swojej wioski. Rodzinny dom, świętość ziemi przodków, zapach drzew owocowych i taniec pagórków smaganych wiatrem, strzępy cytatów z Platona, ikony wytarte od pocałunków, zapachy i odczucie piękna, jakie wyniósł z prawosławnej wiary, pozwolą mu widzieć świat inaczej, dając asumpt metafizyce kamienia, połyskowości brązu i dziecięcej tęsknocie za wiecznością. Człowiek wykarmiony mądrością Biblii, sentencjami mnichów i filozofią helleńską potrafił poprzez materię świata odkryć drogę osobistego powołania. Przeistaczał świat w formę, która zaklinała w kamieniu nieskończoność.
Pomimo że pozostawił za sobą swoją ojczyznę, przeniósł jej piękno krajobrazów do swej artystycznej niszy, zatrzymanej na fotografiach. Jego rumuńskie źródła można odkrywać na każdym kroku – przypatrując się skrytemu i małomównemu życiu rzeźbiarza – po jego powszechnie rozpoznawalne dzieła, powracające do czegoś naprawdę ludycznego, odzwierciedlającego filokaliczny i dialogiczny sens świata. Życie Constantina w Paryżu było naznaczone osobistymi wyrzeczeniami i anamnezą pamięci, w której osoby i rzeczy stanowiły przechowywaną skrzętnie w duszy rumuńską tożsamość.
Był jednym z wielu emigrantów z Europy Wschodniej, zauroczonych „stolicą sztuki” i rezydujących na Montparnassie. W Paryżu żył w nędzy, imając się rozmaitych zajęć – był pomywaczem w restauracji, kościelnym i śpiewakiem w rumuńskiej cerkwi. W roku 1905 otrzymał upragnione stypendium i zaczął studia w École des Beaux-Arts w pracowni Jeana Antonina Mercie’go. Wkrótce też nawiązał kontakty ze środowiskiem literackiej i artystycznej awangardy. Do poszerzającego się stale kręgu jego przyjaciół należeli, między innymi, Modigliani, Picasso, Juan Gris, Marcel Duchamp, Apollinaire, Ezra Pound, James Joyce, Eric Satie. Począwszy od roku 1906, zaczął wystawiać swoje prace w paryskich salonach.

Z czasem ubogi rzeźbiarz stał się rozpoznawalną twarzą paryskiej społeczności artystycznej, co potwierdzają profetyczne słowa Alexandru Bogdana-Pitesti, założyciela Salonu Artystów Niezależnych: „Brâncuşi będzie jednym z największych artystów na świecie”. W Paryżu pochłaniała go praca, okraszona lekturą tekstów Platona, o których czytanie prosił zjawiających się gości. Twórczość podobna jest do platońskiego Erosa, ma swe źródło nie tylko w bogactwie i nadmiarze, ale także w biedzie i niedostatku. W rzeźbach skromnego i pełnego ogłady Rumuna nie ma prostego powtarzania natury, jest za to poszukiwanie magicznego świata materii przeobrażonej. Intryguje go platońska koncepcja bytu, według której zręczny rzemieślnik podejmuje akt „(…) uwolnienia się od powierzchni rzeczy i do przeniknięcia w głąb materii, aby obnażyć jej fundamentalne struktury”. Artysta z rezerwuaru otaczających go elementów świata odsłonił konglomerat dziewiczych form, które następnie zajaśnieją siłą nowego życia. Tworzywo dąży do formy, którą samo umożliwia. Wystarczy przyłożyć ucho do kamienia i można usłyszeć szept ukrytych źródeł, przekraczających chłód namacalności śmierci.
Artysta przedstawia to, co jest zmysłowe, i stwarza na nowo pod nowym aspektem, rozszyfrowuje jego logos, odczytuje jego imię. Jego prace błyskawicznie zwróciły uwagę innego rzeźbiarza – Auguste’a Rodina. Pomimo licznych zaproszeń do pracowni francuskiego mistrza, Brâncuşi dalekowzrocznie i uprzejmie odmówił, ponieważ uważał, iż „(…) pod wielkimi drzewami nic nie rośnie”. Twórczość rzeźbiarza przechodząca zawiłą drogę od akademizmu, przez naturalizm, do abstrakcjonizmu nie zatrzymała się w jednym porcie poszukiwań, lecz dążyła do pewnego rodzaju syntezy rzeczywistości, znajdując swoje najgłębsze inspiracje w sztuce prymitywnej, magicznej, egzotycznej, archaicznej, ale także w ortodoksyjnym malarstwie ikonowym. Wytyczając szlak łączący cywilizację współczesną z najstarszymi tradycjami, Brâncuşi nie czuł się zagrożony normatywizmem, który cechował prace współczesnych mu artystów trwających przy konwencji figury w wydaniu klasycznym czy post-rodinowskim. Stworzył kamienne bloki pozbawione grawitacji i ciężaru, szepczące witalny hymn nowego bytu.

Brâncuși, Początek świata, 1924

Był rumuńskim rzeźbiarzem, malarzem i fotografem, który zamieszkał we Francji. Geniusz Brâncuşiego polegał na tym, że wiedział, gdzie szukać prawdziwego „źródła” form, które chciał i potrafił stworzyć – pisał Mircea Eliade. – Zamiast reprodukować formy rumuńskie czy afrykańskie, Brâncuşi zajął się „interioryzacją” swojego doświadczenia życiowego. W ten sposób udało mu się odnaleźć sposób „istnienia w świecie” człowieka archaicznego – wszystko jedno, czy był to myśliwy wczesnego paleolitu czy neolityczny rolnik śródziemnomorski, karpacko-dunajski bądź afrykański (…) W pewnym sensie odnalazł on ten sposób „obecności w świecie,” który pozwalał tym nieznanym artystom stworzyć ich własny świat plastyczny, istniejący w przestrzeni niemającej nic wspólnego, na przykład, z przestrzenią klasycznej sztuki greckiej.






19 maja 2026

Kino arthouse | kino autorskie



Sofia Coppola, Na pokuszenie

Kino arthouse to przestrzeń, w której każdy kadr ma znaczenie, a emocje mówią więcej niż słowa. To właśnie tu powstają filmy, które wymykają się prostym definicjom – poruszają, prowokują i zostają w pamięci na długo po seansie. Niektóre z nich zdobywają uznanie krytyków i festiwalowe nagrody, inne pozostają ukrytymi perełkami, odkrywanymi przez widzów dopiero po latach. W naszym zestawieniu znajdziesz dziewięć tytułów, które najlepiej oddają ducha kina artystycznego.

Jest kinem autorskim, to przeciwieństwo hollywoodzkiej masowej rozrywki. To nurt, w którym liczy się indywidualna wizja reżysera, a nie komercyjny sukces. Twórcy arthouse’u często łamią schematy narracyjne, bawią się formą i językiem obrazu, eksperymentują z dźwiękiem, rytmem czy montażem. Zamiast efektownych pościgów i przewidywalnych dialogów, widz otrzymuje przestrzeń do interpretacji – film nie podaje wszystkiego na tacy, lecz zachęca do zadawania pytań. Dla jednych to kino trudne i wymagające, dla innych – najbardziej szczere, autentyczne i emocjonalne. To w tym gatunku powstają dzieła, które nie boją się poruszać tematów tabu, konfrontować widza z jego własnymi lękami i stawiać pytania o sens istnienia.

Filmy arthouse’owe często balansują między realizmem a poetyką snu. Nie brakuje w nich symboliki, metafor i otwartych zakończeń. To kino, które bardziej się czuje, niż rozumie – nie opowiada wprost, lecz sugeruje i zaprasza do refleksji. Właśnie dlatego pozostaje tak fascynujące – wymaga uważności, ale odwdzięcza się emocjami, które zostają na długo po seansie. Ingmar Bergman, Andriej Tarkowski, Wong Kar-wai czy Lars von Trier to tylko kilka przykładów twórców, którzy pokazali, że film może być sztuką w najczystszej postaci.

Arthouse proponuje coś zupełnie innego niż główny, hollywoodzki nurt: spokój, skupienie, prawdę, refleksję, otwartość. Oglądając tego typu filmy, uczymy się innego rytmu odbioru: zamiast natychmiastowej satysfakcji, dostajemy powolne zanurzenie w świecie bohaterów. Kamera często obserwuje zwykłe gesty i codzienne sytuacje, które w swojej prostocie nabierają niezwykłej mocy. Arthouse pokazuje, że kino może być formą medytacji – podróżą w głąb emocji i doświadczeń, które w komercyjnych produkcjach giną pod natłokiem efektów specjalnych. Dla wielu widzów to sposób, by odetchnąć od zgiełku i na chwilę zatrzymać się w świecie, który wymaga uważności.

Arthouse’owe filmy nie tylko bawią, ale też rozwijają wrażliwość. Skłaniają do refleksji, uczą empatii i pozwalają spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy. To kino nie boi się trudnych tematów – od samotności i wykluczenia po miłość, śmierć czy sens sztuki. Każdy seans staje się dialogiem między twórcą a widzem, a jego znaczenie często dojrzewa dopiero po czasie. Dlatego wielu miłośników arthouse’u mówi, że to kino, które nie kończy się wraz z napisami. Przeciwnie – dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa rozmowa.

Kino arthouse to przestrzeń dla twórców, którzy stawiają na emocje i symbolikę, nie na efekty specjalne. Filmy artystyczne uczą wrażliwości i refleksji, oferując głębsze doświadczenia niż kino komercyjne. Najlepsi reżyserzy arthouse’u, jak Bong Joon Ho, Paul Thomas Anderson czy Luca Guadagnino, tworzą filmy, które zostają w pamięci na lata. To emocjonalna podróż, która pozwala lepiej zrozumieć siebie i świat wokół.

TOP 9 tytułów


Filmy można oglądać online

od 9.99 zł na 48h
oprac.©kuzborska

15 maja 2026

Zamek Królewski w Warszawie – Dzieła wybrane


Dzieła wybrane, prezentowane w Zamku Królewskim


Bacciarelli Marcello – Michał Jerzy Wandalin Mniszech
z córką Elżbietą i pieskiem Kiopkiem



Bacciarelli Marcello – Stanisław August
w stroju koronacyjnym



Bernardo Bellotto – Widok Kapitolu
z Kościołem Santa Maria in Aracoeli



Bernardo Bellotto – Widok
Warszawy od strony Pragi



Jan Matejko – Rejtan. Upadek Polski



Jan Matejko – Konstytucja 3 Maja 1791



Melchior de Hondecoeter – Kogut,
kura z kurczętami i gołębiami



Rembrandt van Rijn – Uczony przy pulpicie



Rembrandt van Rijn – Dziewczyna w ramie obrazu



oprac.©kuzborska

13 maja 2026

Atrakcje Zamku Królewskiego



Od 2 maja 2026 Zamek Królewski w Warszawie
udostępnia nowe atrakcje




Sala Senatorska



Pałac pod Blachą



Pokój Zielony



Pokój Żółty



Sala Marmurowa




Sala Tronowa




Sala Wielka




Rembrandt van Rijn, Dziewczyna w ramie obrazu,
Galeria im. Lanckorońskich

Ponadto, m.in.
  • Trasa Królewska – widowiskowe sale reprezentacyjnego Apartamentu Wielkiego z Salą Tronową, Salą Wielką, Pokój Canaletta, Pokoje Żółty i Zielony
  • Trasa Muzealna – od bezcennych płócien Jana Matejki i Rembrandta po historyczną Salę Senatorską, w której podpisano Konstytucję 3 Maja
  • Trasa Zamkowa – Apartamenty Królewskie, Galeria Matejkowska, Sale Sejmowe, Galeria im. Lanckorońskich
  • Trasa Pałacowa – Apartament Księcia Józefa Poniatowskiego w Pałacu pod Blachą

Źródło: Zamek Królewski


oprac.©kk

12 maja 2026

Lem Stanisław – Solaris, film


Reżyseria: Waldemar Raźniak 
Narrator, Kris Kelvin – Robert Więckiewicz 

Solaris, 

Stanisław Lem w Solaris podejmuje jeden
z najpopularniejszych tematów literatury fantastycznej
– temat​ ​​​kontaktu​ ​z​​ ​obcą cywilizacją, odmienną formą życia,
a może po prostu z nieznanym. Tego Lem jednoznacznie
już nie dopowiada. Być może dlatego Solaris po kilkudziesięciu
 latach od pierwszego wydania wciąż fascynuje. 

W rolach głównych: Harey – Magdalena Cielecka 
Snaut – Adam Woronowicz 
Sartorius – Jerzy Święch 
Gibarian – Leszek Filipowicz 
Berton – Przemysław Wyszyński 
Muzyka – Karol Nepelski 
Skrzypce – Barbara Mglej 
Puzon basowy – Jan Szymański 
Flet basowy i kontrabasowy – Renata Guzik 
Wiolonczela – Jarosław Płonka 
Miks i opracowanie muzyczne – Kamil Sajewicz 
Realizacja atmosfer i efektów dźwiękowych – Tomasz Bogacki 
Realizacja nagrań i montaż dialogów – Grzegorz Gutkowski


11 maja 2026

Lem Tomasz – Tajne przejście... wywiad


Tajne przejście do królestwa krasnoludków

Wywiad z Tomaszem Lemem

Stanisław Lem z żoną Barbarą i synem Tomaszem, 1991
źródło: https://solaris.lem.pl/galeria/album-domowy

fragment

Bogdan Bondarenko: Panie Tomaszu, 12 września przypada 95. rocznica urodzin waszego ojca. Czy Stanisław Lem lubił obchodzić swoje urodziny? Zapraszał gości do domu, czy obchodził urodziny w rodzinnym gronie? Które urodziny, być może z jakiegoś szczególnego powodu, zapadły Panu w pamięć?

Urodziny ojca sprowadzały się do rodzinnej kolacji, w której przeważnie uczestniczył najserdeczniejszy przyjaciel ojca, pisarz Jan Józef Szczepański. Potem panowie zamykali się u ojca w gabinecie; w wyjątkowych okolicznościach wolno mi było im towarzyszyć. Było to wielkie święto także dlatego, że częstowano mnie wodą mineralną (w zakurzonej szklance z barku ojca).
Przeżywałem wówczas okres fascynacji motoryzacją i całymi dniami przesiadywałem u zaprzyjaźnionego mechanika w garażu, toteż ojciec zapewne chciał poszerzyć moje horyzonty (panowie rozmawiali o literaturze i sytuacji środowiska literackiego w czasach Gierka). Z drugiej strony, moja obecność była niewskazana z uwagi na to,
co mógłbym potem powtórzyć w szkole.


Pan się urodził, jeżeli się nie mylę, gdy ojciec miał 47 lat. Mówią, że późne dzieci rodzice bardzo rozpieszczają i bywają wobec nich nadopiekuńczy. A jak było w Pana przypadku?

Wyjątkowe były urodziny osiemdziesiąte, ich organizatorem było Wydawnictwo Literackie. Zaplanowano je niefortunnie na 11 września 2001. W trakcie wspaniałej uroczystości, urządzonej z wielką pompą, doszły nas wieści o atakach terrorystycznych w USA  z powodu tej tragedii uroczystość została „wygaszona”, a jej część artystyczna stonowana.

Swego czasu miałem zaszczyt przeprowadzić z Pana ojcem dłuższy wywiad. On wtedy powiedział takie zdanie: „Piszę książki, bo nic nie robić jest strasznie nudno”. Czy można powiedzieć, że jego egzystencją kierowało pragnienie
żyć „nie nudno”?

Wydaje mi się, że główną motywacją ojca do pisania była ciekawość; książki w gruncie rzeczy pisał dla siebie, tzn. sam od siebie chciał się różnych rzeczy dowiedzieć. Fundamentalne pytania filozoficzne, na które być może nigdy nie poznamy satysfakcjonujących odpowiedzi, próbował prezentować w taki sposób, żebyśmy albo ujrzeli je w innym świetle, albo dowiedzieli się czegoś nowego o nas samych.
Ojciec rzeczywiście rozpieszczał mnie w dzieciństwie, kupując mi niezliczone ilości zabawek. Z perspektywy czasu myślę, że moje pojawienie się na świecie pełniło także funkcję listka figowego  ojciec bardzo lubił zabawki i już jako dorosły człowiek, a na dekadę przed moim przyjściem na świat, kupował je regularnie: modele kolejek, nakręcane roboty, modele samochodów, samolotów, piszczący banan, pozytywki. Poświęcał mi też sporo czasu, zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie, choć do jego gabinetu nie zawsze można było wejść, bo czasami przezornie zamykał się na klucz.


5 października 2016


oprac.©kkuzborska